9 sierpnia 2020 r. – 156 lat temu urodził się Roman Dmowski

9 sierpnia 2020 r. – 156 lat temu urodził się Roman Dmowski

Roman Dmowski (1864 – 1939), twórca obozu narodowego w Polsce, wychowawca młodzieży, polityk, pisarz i publicysta, delegat Polski na konferencji pokojowej w Wersalu, minister spraw zagranicznych.

Roman Stanisław Dmowski urodził się 9 sierpnia 1864 r. Pochodził z rodziny drobnoszlacheckiej, z Podlasia, gdzie jeszcze dziad pana Romana był znaczącym dzierżawcą. Jego ojciec Walenty, brukarz warszawski i matka Józefa z Lenarskich, córka garbarza, zamieszkali na praskim Kamionku. Tam przyszedł na świat Roman,  jako kolejne, trzecie dziecko. Został ochrzczony w listopadzie 1864 r. w pobliskim kościele p.w. Matki Boskiej Loretańskiej przy ul. Ratuszowej (dziś znajduje się tam tablica ku czci D.). Wychowanie otrzymał solidne, ale surowe. W domu panowała pobożna atmosfera. Uczył się początkowo niezbyt dobrze, zrusyfikowana szkoła nie zachęcała do nauki; ostatecznie jednak zdobył wykształcenie akademickie na Cesarskim Uniwersytecie w Warszawie. Kontynuował nawet  studia w Paryżu, w latach 1891 – 1892. Napisał i obronił pracę doktorską z dziedziny nauk przyrodniczych. Jednak nie praca naukowa go pochłonęła, a polityka i skuteczna walka o odzyskanie przez Polskę niepodległości.

Już w gimnazjum, w 1875 r. założył tajne kółko samokształceniowe „Strażnica”, a w dwa lata po wstąpieniu na Uniwersytet Cesarski, w 1888 r. został członkiem tajnej organizacji, Związek Młodzieży Polskiej „Zet” (kierowanej przez Zygmunta Balickiego). Kogóż tam wówczas nie było – notował, zaprzyjaźniony z młodym Romanem,  Stefan Żeromski w swoim „Dzienniku”: „Organicznicy, kosmopolici, anarchiści, panslawiści, socjaliści i garsteczka rzeczywistej Polski, czczącej naród i ideę Ojczyzny – tak mała, że ginie w morzu”.

W następnym roku został przyjęty do Ligi Polskiej, organizacji skupiającej emigrantów, z powstańcem styczniowym płk Zygmuntem Miłkowskim na czele, oraz działaczy krajowych, z Janem L. Popławskim i Zygmuntem Balickim. Rozpoczął też współpracę z tygodnikiem „Głos” Józefa Karola Potockiego, wówczas jednym z najciekawszych pism młodej inteligencji warszawskiej. Szybko stał się liderem całego, powstającego środowiska: ruchu narodowego. Na początku 1891 r. RD podjął próbę zorganizowania serii wystąpień patriotycznych, nawiązujących swym charakterem do czasów „rewolucji moralnej” sprzed powstania styczniowego. Celem tych manifestacji było poruszenie opinii publicznej Warszawy, i szerzej ziem Królestwa Kongresowego, coraz bardziej zastygłej i pozbawionej woli przeciwstawienia się idei trójlojalizmu. Najpierw, w marcu 1891 r. z jego inicjatywy studenci cesarskiej uczelni podjęli bojkot teatru rosyjskiego w Warszawie, którego sztuki stały się jednym z czytelnych elementów polityki rusyfikacyjnej carskiej Rosji wobec Polaków. Równocześnie, w marcu 1891 r. Dmowski napisał a w kwietniu rozrzucił po Warszawie odezwę wzywającą młodzież do udziału w planowanej przez Ligę Polską manifestacji patriotycznej w 100-ą rocznicę Konstytucji 3 maja. Carska policja podjęła wprawdzie przeciwdziałania, ale nie udało się jej zablokować przygotowanego scenariusza wydarzeń. W kilkustronicowej odezwie Dmowski pisał m.in. :  „Żaden naród nie przeżył tyle w ciągu tego wieku, co my! Żaden naród nie wydał tylu bohaterów, żaden tyle klęsk nie poniósł! Racławice i Maciejowice, legiony na obczyźnie i powrót ich do kraju, Grochów i Ostrołęka, rok 46-y i straszna rzeź galicyjska, rok 48-y, powstanie 63-go roku i ten długi pochód kibitek przez śnieżne stepy Sybiru – oto obraz niedawnej przeszłości. […] Po ostatnim powstaniu przygnębiony naród zaczął żyć polityką pokory, zaczął karku pod ciosy podstawiać i znosić je cierpliwie. Znaleźli się tacy, co nauczali, że pokornych mniej uciskają”. Swoja odezwę zakończył słowami, które całemu pokoleniu będą od tej pory towarzyszyły: „Niech żyje Polska!”. Program obchodów rocznicy obejmował poranną mszę św. w katedrze, tam gdzie król i marszałek Sejmu Czteroletniego udali się z towarzyszącą galerią posłów i widzów, by dziękować za konstytucję 3 Maja. Następnie, tłum warszawiaków i przyjezdnych miał podążać traktem królewskim ku ogrodowi botanicznemu w al. Ujazdowskich, gdzie w 1792 r. postawiono poświęcony kamień węgielny, miniaturkę przyszłej Świątyni Opatrzności Bożej, autorstwa słynnego architekta Jakuba Kubickiego. Konsul francuski Pierre Boyard donosił do swych zwierzchników już w kwietniu 1891 r.: ”Partia wywrotowa [Liga Polska] wyzyskuje tę rocznicę dla wywołania demonstracji narodowych w Warszawie. […] Po fabrykach i warsztatach rozrzucono wiele odezw drukowanych w Galicji w języku polskim” (I przerzucam za kordon). I rzeczywiście, tego dnia – 3 maja 1891 r. – tłumy warszawiaków spotkały się w ogrodzie botanicznym: „Zamieszki wywołała tylko duża gromada studentów, którzy wczesnym rankiem zebrali się w katedrze św. Jana i udali się do Ogrodu Botanicznego dla złożenia wieńców na ruinach Kaplicy Opatrzności. Wieńce skonfiskowała natychmiast policja, która też zaaresztowała pewną ilość najoporniejszych studentów” – raportował ten sam konsul. Dziennikarz „Wolnego Słowa Polskiego” kontynuował opis marszu w drugą stronę: „Tłum płynął ku Zamkowi. Klejgels (oberpolicmajster) mu drogę zastąpił i wezwał do rozejścia się, popierając wezwanie swoje sotnią kozaków, która nahajkami razy rozdawała na prawo i lewo. Argument ten popędził część publiczności do Ogrodu Saskiego”. Tam dokonano licznych aresztowań. Po wydarzeniach majowych 1891 r., Roman Dmowski kontynuował swoje studia a następnie po ich zakończeniu jesienią tego roku udał się na Zachód, głównie przebywał w Szwajcarii. Jako członek Ligi Polskiej spotykał się tam m.in. z Zygmuntem Miłkowskim, którego skutecznie przekonywał do zmiany charakteru tajnej organizacji. Efektem tych ustaleń była decyzja, zrealizowana ostatecznie w początkach kwietnia 1893 r. o przekształceniu LP w Ligę Narodową i o przeniesieniu władz Ligi z emigracji do kraju. Zanim jednak do tego doszło, w lipcu 1892 r. Dmowski postanowił wracać do Warszawy. Tymczasem latem i jesienią 1891 r. carscy urzędnicy i policjanci zaczęli aresztować nie tylko uczestników, ale także prawdziwych i domniemanych organizatorów manifestacji 3-majowej. Prokurator Turau, prowadzący śledztwo, odkrył także istnienie tajnej struktury (jak wiadomo Ligi Polskiej), której celem było odzyskanie przez Polskę niepodległości, i która powołała specjalnie w tym celu utworzony Skarb Narodowy. Aresztowani prowodyrzy – pisał on –  „winni są przynależności do tajnego towarzystwa, mającego na celu w dalszej lub bliższej przyszłości przez obalenie obecnego państwowego ustroju odbudowanie politycznej niepodległości Polski i w tym celu wydawali i rozpowszechniali zabronione wydawnictwa i przedmioty podburzające przeciw Władzy Najwyższej”. Dmowskiego jeszcze w Szwajcarii ostrzegano by nie wracał, gdyż może być aresztowany. Był wszakże autorem głównej odezwy nawołującej do  wzięcia udziału w manifestacji, a także jej współorganizatorem. Jak wspominał Stanisław Kozicki, „gdy Dmowski przyjechał w pierwszych dniach sierpnia [1892 r.] na stacje Granica, aresztowano go i odesłano do Cytadeli warszawskiej”. Wszczęto wobec niego śledztwo, w wyniku którego został oskarżony „w sprawie o przestępstwo polityczne z powodu stulecia polskiej konstytucji 3-maja 1791 roku”. Przebywał w Cytadeli ponad 5 miesięcy.  Ostatecznie, został warunkowo zwolniony za kaucją w pierwszych dniach stycznia 1893 r., czekając następnie na wyrok (w tym czasie oczywiście prowadził ożywioną działalność konspiracyjną m.in. powołując Ligę Narodową). Gdy wyrok ostatecznie zapadł, w listopadzie 1893 r. Dmowski musiał pod nadzorem policji carskiej osiąść w głębi Rosji, ostatecznie w Mitawie koło Rygi, bez prawa opuszczania tego miejsca i wstępu na teren Kraju Prywislanskiego, przez kolejnych 5 lat. W początkach 1895 r., i po uzyskaniu czasowej przepustki pozwalającej na odwiedzenie mamy w Warszawie, nie wrócił na północ, a wręcz odwrotnie pojechał na południe pod granicę austriacką do majątku przyjaciela i członka Ligi Narodowej Mariana Kiniorskiego. Tam, nielegalnie z przepustką w ręku wystawioną na nazwisko stangreta, przekroczył granicę carsko-cesarską. „Nie obyło się zresztą bez emocji- jak pisał biograf Dmowskiego, prof. Krzysztof Kawalec – kiedy urzędnik w punkcie granicznym wyczytał nazwisko stangreta, ten się zerwał i tylko przytomność umysłu Dmowskiego, który w porę chwycił go za płaszcz i przytrzymał, zapobiegła wpadce”. Osiadł m.in. we Lwowie, w ówczesnym centrum polskiego życia  politycznego.

Celem kierowanej przez niego Ligi Narodowej było zbudowanie nowoczesnego narodu, obejmującego wszystkie warstwy, a najważniejszym środkiem, odbudowanie państwa polskiego. Program Ligi z 1893 r. był oparty na dwóch hasłach ideowo-politycznych: „wszechstanowości” i „wszechpolskości”. Głównym narzędziem miało być wypracowanie jednej polityki polskiej, ponad zaborowej i ponadstanowej. W „Myślach nowoczesnego Polaka” (1902 – 1903), Dmowski – w jednym z najlepszych traktatów politycznych, które wyszły spod pióra polskiego intelektualisty –  pisał: „Piszę nie dla tych, których dla polskości trzeba pozyskiwać dopiero, ale dla tych, co głęboko czują swą łączność z narodem, z jego życiem, potrzebami, dążeniami, którzy uznają obowiązek udziału w jego pracach i walkach. […] Jestem Polakiem – to znaczy, że należę do narodu polskiego na całym Jego obszarze i przez cały czas jego istnienia zarówno dziś, jak w wiekach ubiegłych i w przyszłości; to znaczy, że czuję swą ścisłą łączność z całą Polską”. Wizję budowy narodu i państwa oparł zatem na świadomej części społeczeństwa polskiego, wywodzącej się ze wszystkich warstw, choć główna rola w tym dziele miała przypaść inteligencji i ziemiaństwu. Dmowski wraz z przyjaciółmi utworzyli całą gamę legalnych i nielegalnych organizacji oraz tytułów prasowych, obejmujących swym zasięgiem trzy dzielnice i służących integracji narodu: Stronnictwo Demokratyczno-Narodowe (od której to nazwy pochodzi „endecja”), którego głównym punktem programowym było odbudowanie państwa polskiego, a organem prasowym „Przegląd Wszechpolski” (1895 – 1905), wychodzący w Galicji i przerzucany za kordon, do zaboru rosyjskiego. Dmowski był redaktorem naczelnym pisma i jego głównym autorem. Z kolei, pismo „Polak” redagowane przez Jana Ludwika Popławskiego, jako organ Towarzystwa Oświaty Narodowej, także było kierowane za kordon do ludności wiejskiej. Z kolei, Związek im. Jana Kilińskiego m.in. z Gustawem Simonem na czele pracował na rzecz integracji klasy robotniczej, podlegającej destrukcyjnym wpływom socjalizmu. Młodzieżowe związki ZMP „Zet” i „Pet” działały na obszarze studenckim i szkolnym, m.in. wydając w Krakowie pismo „Teka”, od 1905 r. walcząc w ramach strajku szkolnego o unarodowienie szkół w Królestwie Polskim. Dmowski nie zaniedbywał także podtrzymywania wiary katolickiej wśród włościan – unitów, którymi opiekował się Aleksander Zawadzki „Prokop”, w ramach Towarzystwa Opieki nad Unitami.

Po wybuchu wojny rosyjsko – japońskiej Dmowski wyjechał w listopadzie 1904 r. do Tokio, by powstrzymać równoległą akcję Piłsudskiego, obliczoną na wywołanie na tyłach frontu wojennego insurekcji w Królestwie Polskim. W zamian za to, w okresie rewolucji 1905 r. Dmowski – po powrocie do Warszawy –  kierował programem walki o autonomię Królestwa Polskiego oraz o język polski w szkołach i w gminach. Po wybuchu strajku szkolnego w pierwszych miesiącach 1905 r. przejął wraz z LN kontrolę nad tym, początkowo żywiołowym buntem młodzieży, kierując tym protestem o polską szkołę do 1911 r. W listopadzie 1905 r. spotkał się z Sergiuszem Witte, premierem Rosji, żądając autonomii dla ziem polskich, w tym zwołania Konstytuanty. Naciskiem na Rosję miały być nie strajki wywoływane przez socjalistów i niszczące pracodawców, a wielkie zjazdy polityczne Ligi Narodowej z udziałem ponad 1000 osób oraz wiece narodowe organizowane w Warszawie w ciągu kolejnych tygodni listopada i grudnia 1905 r.: nauczycieli, księży, w końcu delegatów włościan zorganizowany w Filharmonii. Rosja odrzuciła projekt, mimo, iż miała poważne problemy wewnętrzne, w związku z masowymi strajkami wywoływanymi przez różne odłamy socjalistów, w tym polskich.

Nie wierzył w sens wybuchu powstania antycarskiego, zdając sobie sprawę z trwałości sojuszu niemiecko-rosyjskiego w kwestii polskiej. Fundamentem tego sojuszu było – jego zdaniem – desinteressement Europy Zachodniej oraz gotowość Berlina do wkroczenia na ziemie Królestwa Polskiego.

W Warszawie – wierny idei wszechstanowości i wszechpolskości – kierował akcją antysocjalistyczną, o czym pisał do Miłkowskiego w kwietniu 1906 r.: „Doprawdy piekłem jest Królestwo. Cały ten syfilis polityczny, którym nas zarażali Moskale przez lat czterdzieści, wysypał się obecnie i nie wiadomo, kiedy się to skończy. Socjały w r.[oku] z. [zeszłym] uwierzyły, że czas przyszedł <obalić carat> – gdy im się <rewolucja> nie udała, mszczą się na własnym społeczeństwie, niszczą je strajkami, rabują, mordują burżuazyjnych fabrykantów i narodowców (ci ostatni odpłacają im nieraz tym samym). To jest treść dzisiejszej <rewolucji>”.

W 1907 r. Roman Dmowski został posłem II Dumy rosyjskiej i prezesem tamtejszego Koła Polskiego. Polityczny program ruchu, na czas zbliżającego się konfliktu zbrojnego w Europie, opublikował Roman Dmowski już w następnym roku, 1908 w pracy „Niemcy, Rosja i kwestia polska”. Nie udało mu się przyciągnąć do siebie większości świadomej części Polaków. Stwierdził bowiem – wbrew tradycji insurekcyjnej -, że warunkiem utworzenia Polski Odrodzonej będzie porażka Niemiec w zbliżającym się konflikcie. To państwo bowiem, jako zwycięskie nie dopuści do utworzenia Polski składającej się ze Śląska, Wielkopolski, czy Pomorza – a bez tych ziem, suwerenność państwa polskiego, także gospodarcza,  istnieć nie będzie. Zatem należało wspierać Rosję w jej konflikcie z Niemcami; jako państwo słabsze i nie radzące sobie z polskim żywiołem doprowadzić może jedynie do zjednoczenia ziem polskim, ale nie do ich opanowania. Dmowski największym szacunkiem obdarzał Brytyjczyków, szanował Niemców, a Rosjanami raczej pogardzał: „Moskale lubią widzieć przeciwnika zirytowanego, bo są z natury złośliwi – pisał do przyjaciela w 1910 r. – Natomiast do pasji doprowadza ich pogardliwy spokój”. Wypracowany przez niego program taktyczny, w tym udział w ruchu panslawistycznym, w którym wspierał m.in. czeskie aspiracje niepodległościowe, spowodował daleko idące konsekwencje, jak odsunięcie się części środowiska (w ramach tzw. „frondy” i „secesji”) od twórcy Ligi Narodowej, a także wejście w taktyczny sojusz Dmowskiego z rosyjską opozycją antycarską (konstytucyjnymi demokratami) w Dumie.

Po wybuchu I wojny światowej, w pierwszym roku, Roman Dmowski przyjął zatem orientację prorosyjską uznając, iż ewentualne zjednoczenie ziem polskich pod berłem carskim, zmusi Rosję do daleko idących ustępstw na rzecz Polski, w tym do umiędzynarodowienia kwestii jej powojennego położenia. O utylitarnym traktowaniu sojusznika świadczy fakt, iż Dmowski, atakując galicyjski NKN i wejście Pierwszej Kadrowej Piłsudskiego na ziemię kielecką, nie wspierał jednocześnie zaciągu do Legionu Puławskiego – przecież i tak zależnego od armii carskiej. Wszedł też do utworzonego jesienią 1914 r. w Warszawie Komitetu Narodowego Polskiego, wraz z „realistami”, ale od początku prowadził w nim politykę polską zgodną z programem narodowej demokracji i w konflikcie z ugodowym partnerem.

Gdy w 1915 r. ostatecznie Niemcy zajęli większość ziem przyszłego państwa polskiego, Dmowski natychmiast porzucił swego taktycznego sojusznika: Rosję, szukając mocniejszych pogromców Niemiec. Już w sierpniu 1915 r. mówił do swego przyjaciela Władysława Jabłonowskiego: „…jeszcze nie jest tak źle, że wojna nie kończy się wraz z klęską Rosji i że w niej ostatnie słowo będą miały Francja i Anglia”. Znalazł się na Zachodzie, gdzie najpierw w Lozannie wszedł w skład Centralnej Agencji Polskiej, a potem w Paryżu w sierpniu 1917 r. utworzył Komitet Narodowy Polski, nawiązując do dziedzictwa emigrantów politycznych od czasów powstania kościuszkowskiego szukających wsparcia we Francji. Historia zatoczyła koło. Teraz także, zdaniem Dmowskiego i najbliższych jego współpracowników, to Francja miała stanowić klucz do odzyskania przez Polskę niepodległości; i tam należało też utworzyć nowe legiony.

Dzięki wsparciu najważniejszych autorytetów (Henryka Sienkiewicza i Ignacego Jana Paderewskiego), a także zastrzykowi finansowemu (Maurycego Zamoyskiego) Dmowskiemu udało się w latach 1915 – 1918 prowadzić aktywną grę dyplomatyczną/ Był autorem ważnych memoriałów i not dyplomatycznych kierowanych do najwyższych czynników państwowych Francji i Wielkiej Brytanii, w których domagał się wprowadzenia sprawy polskiej na arenę międzynarodową, a następnie stworzenia w tej części Europy Wielkiej Polski.  Szczególnie w memoriale z 1917 r. dotyczącym miejsca Polski w Europie Środkowo-Wschodniej poddał drobiazgowej analizie politykę najważniejszych państw europejskich, a następnie w  imię gwarancji na przyszłość ustanowienia trwałego pokoju, reaktywowanie Polski jako najważniejszego partnera dla zachodnich sojuszników, jednocześnie podtrzymującego sojusz państw Międzymorza (ten ostatni twór sięgający państw Morza Bałtyckiego, Czarnego i Adriatyku miał dzięki temu przeciwstawić się zarówno dominacji niemieckiej jak i rosyjskiej w tej części kontynentu). D. doprowadził swa aktywnością dyplomatyczną m.in. do uznania przez mocarstwa zwycięskie, iż jednym z celów wojny będzie odbudowanie państwa polskiego z wolnym dostępem do morza, a także doprowadził do budowy „Błękitnej Armii” (gotowej w lipcu 1918 r. do walki, ostatecznie liczącej 60 tys. żołnierzy, świetnie uzbrojonej przez Francuzów, co w warunkach krajowych zmagań o granice mogło ważyć na szali zwycięstwa). Ostatecznie dowództwo nad armią powierzył generałowi Józefowi Hallerowi, który jednocześnie został członkiem KNP. Komitet został też uznany ostatecznie przez Francję i jej głównych koalicjantów (Anglię, Włochy i USA) za jedyną reprezentację przyszłego państwa polskiego, co wpisało Polskę – na mapie jeszcze nieobecną – do szeregu państw zwycięskich po I wojnie światowej.

Dmowski miał na Zachodzie godnych siebie partnerów,– przede wszystkim –  Ignacego Jana Paderewskiego, który swym urokiem osobistym i łatwością, z jaką podbijał serca Amerykanów (w tym osobistego przyjaciela i głównego doradcę prezydenta USA Woodrow T. Wilsona  – Edwarda House’a) doprowadził do jednoznacznych deklaracji prezydenta USA W. T. Wilsona w sprawie niepodległości Polski, w kolejnych jego deklaracjach z 1917 r. i szczególnie ze stycznia 1918 r., gdzie w 13 pkt amerykańskich celów wojny znalazł się passus dotyczący powstania niepodległej Polski z wolnym dostępem do morza. Najistotniejszym, bezpośrednim sukcesem dyplomacji Dmowskiego w tym czasie było przyjęcie 3 czerwca 1918 r. przez premierów Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch uchwały dotyczącej celów wojny, w której stwierdzono w ślad za Amerykanami, że „utworzenie zjednoczonego i niepodległego Państwa Polskiego, z wolnym dostępem do morza, stanowi jeden z warunków trwałego i sprawiedliwego pokoju oraz panowania prawa w Europie”. Akcja dyplomatyczna Dmowskiego-Paderewskiego stanowiła zatem bardzo ważny element walki o państwo polskie. Spotykała się z silną retorsją ze strony dyplomacji rosyjskiej, stale szantażującej zachodnich partnerów separatystycznym pokojem (ostatecznie podpisali go dopiero bolszewicy w 1918 r., zostawiając środkowo-wschodnią część kontynentu w gestii Niemiec, a jednocześnie uwalniając Zachód od zobowiązań w sprawie Polski, do tej pory traktowanej przez Rosję jako wewnętrzna sprawa tego kraju). Polska dyplomacja spotykała się także z silnymi sprzeciwami na gruncie m.in. amerykańskim, tak ze strony mniejszości niemieckiej, jak i żydowskiej (w tym przypadku także ze strony brytyjskiej); w końcu, przeciwnikiem polskich aspiracji okazała się być co najmniej od stycznia 1919 r. Wielka Brytania, obawiająca się wzmocnienia po wojnie odwiecznej rywalki – Francji.

Doświadczenie, jakiego nabył Dmowski w latach I wojny światowej, zaowocowało doskonałym reprezentowaniem spraw polskich podczas kongresu w Wersalu (I – VI 1919 r.). Dmowskiemu, który do marca 1919 r. praktycznie sam kierował delegacją polską i jej doradcami, udało się zyskać szacunek i autorytet, co wpłynęło pozytywnie m.in. na jego negocjacje w sprawie toczącego się Powstania Wielkopolskiego i ostatecznie, bezpośredniego włączenia do Polski Wielkopolski i części Pomorza. Także jego starania doprowadziły do rozpisania plebiscytu na Śląsku i powołania komisji międzysojuszniczej pozytywnie nastawionej do polskich aspiracji , choć pragnął on przyłączenia całego Górnego Śląska bezpośrednio do Polski. Mimo racji merytorycznych, Dmowski przegrał batalię o Śląsk Cieszyński, gdyż w tym przypadku Francja wspierała wyraźnie ambicje Czechosłowacji, a także o Gdańsk, który został Wolnym Miastem. W najsłynniejszej swej mowie skierowanej do przywódców wersalskich, z 29 stycznia 1919 r. , przedstawił całościowy i maksymalistyczny program odbudowy Polski i wytyczył postulowane granice. Zadziwił słuchaczy po wielokroć; mówił z pamięci – bez notatek – na zmianę po francusku i po angielsku, ponad 5 godzin. Słuchacze, także mu niechętni jak David Lloyd George, przyznawali, iż przemówienie odznaczało się znajomością przedmiotu, logiczną argumentacją, umiejętnością przekonywania. Głównym przedmiotem jego przemówienia było przedstawienie całościowego programu terytorialnego. Za punkt wyjścia, przyjął na wschodzie granice Rzeczypospolitej z 1772 r., godząc się na redukcje roszczeń polskich na wschodzie do granic po I rozbiorze, za cenę poszerzenia terytorialnych zdobyczy na zachodzie – kosztem Niemiec i Czechosłowacji. Postulował m.in. likwidację Prus Wschodnich i dokonanie podziału tego obszaru na ziemie wcielone do Polski i do Litwy, ewentualnie powstanie samodzielnego tworu nie połączonego z Niemcami właściwymi, widząc w innym rozwiązaniu zarzewie konfliktu, którego skutkiem mógł być wybuch kolejnej wojny. Zręcznie omijał argumentację samostanowienia narodowego, tak dogmatycznie przyjmowaną przez prezydenta USA, dowodząc, że pokój w tym rejonie Europy zależeć będzie od potęgi Polski. Warunkiem miał być szeroki dostęp do morza Bałtyckiego, przejęcie całej Wielkopolski i Śląska, tak Górnego jak i Cieszyńskiego, likwidacja Prus Wschodnich (na rzecz Polski i Litwy), na wschodzie zaś zajęcie pozycji wysuniętego przedmurza cywilizacji zachodniej, z racji braku widoków na szybką stabilizację w bolszewickiej Rosji.

Jeden z przeciwników politycznych Dmowskiego, Kazimierz Dłuski z PPS – świadek zmagań wersalskich „Pana Prezesa” – wspominał z uznaniem o jednym z ważniejszych jego przemówień w komisji Jules’a  Cambona, dotyczącym kwestii terytorialnych: „Spostrzegłem też, że członkowie komisji mieli zwróconą baczną uwagę na wykład p. Dmowskiego i że widocznie argumenty jego trafiały do ich przekonania”. I dalej wspominał, kolejne przemówienie delegata: „wygłosił bardzo interesujące przemówienie o stanowisku międzynarodowym Polski w Europie, o naszych stosunkach politycznych z Rumunią i Czechosłowacją, o konieczności wspólnego sojuszu przeciw grożącemu ze strony Niemiec niebezpieczeństwu. Przemówienie to, nacechowane wybitnym talentem politycznym, wywarło na wyborowym audytorium duże wrażenie”. We wspomnieniach z epoki, w tym angielskich dziennikarzy politycznych, zaliczano Dmowskiego do najwybitniejszych polityków Starego Kontynentu.

Brytyjski publicysta i dziennikarz, Emile J. Dillon – naoczny świadek dyplomatycznych zmagań w Wersalu – tak o nim pisał: „Na ogół na konferencji pokojowej prawnicy mieli większe powodzenie w przedstawianiu swego punktu widzenia. Jeden wszakże z delegatów mniejszych państw, który wywarł najsilniejsze wrażenie na przedstawicielach wielkich mocarstw, nie był członkiem palestry. Szef delegacji polskiej, Roman Dmowski, barwny i przekonywujący mówca, ścisły w dyskusji i bogaty w argumentacji na rzecz swej sprawy – człowiek, któremu nigdy nie zbywało na obrazowym przedstawieniu sprawy, na porównaniach, na argumentacji ad hominem i świetnej replice, pozyskał sobie niektórych z tych arbitrów, którzy początkowo przychylali się do zdania jego przeciwników”. Podobnie go oceniał Edward Benesz, polityk czeski, którego trudno było podejrzewać o zbytnią sympatię do Dmowskiego: „Był najsilniejszą osobistością polityczną wśród tych Polaków, którzy czynni byli w krajach alianckich w czasie wojny. […] Zostałem od razu zafascynowany jego umysłową bystrością i przebojowym charakterem jego planów politycznych”. Sprawa polska nie mogła mieć lepszego adwokata.

Trudne powroty (1920 – 1923)

Niektóre z wątków swego styczniowego przemówienia z 1919 r., a także wcześniej składanych memoriałów, rozwijał Dmowski w kolejnych latach, w związku z walkami na wschodzie. Jako autor koncepcji inkorporacyjnej, uważał, iż Rzeczpospolita powinna na Wschodzie sięgać obszaru zdominowanego przez żywioł polski.  Już w maju 1919 r. pisał do Stanisława Grabskiego, który w sejmie ustawodawczym przewodził najsilniejszemu klubowi, Związkowi Ludowo-Narodowemu: „Musimy mieć taki program polityki na wschodzie i taki program naszej granicy, który by nie uniemożliwiał gadania z Moskalami”; a zatem jak pisał dalej, „nie można mówić o W. Ks. Litewskim w granicach 1772 r.; nie można zapędzić się za daleko w politykę popierania Ukrainy”. Był zwolennikiem prowadzenia przez państwo polityki polonizacyjnej wobec ludności Kresów Wschodnich i budowy nowoczesnego państwa narodowego. Miał krytyczny stosunek do elit politycznych mniejszości narodowych, które  uznawał za wrogie lub obojętne wobec powstającej Polski. W jego koncepcji, i całego obozu, któremu przewodził, demokratyczna konstytucja miała nadać narodowi samorządne prawo wzięcia odpowiedzialności za te sfery życia społecznego i gospodarczego, w których interwencja państwa była zbyteczna.

„Pierwszy delegat Rzeczypospolitej Polskiej na konferencję pokojową, Roman Dmowski, po pięcioletniej nieobecności w kraju powrócił wczoraj do Warszawy” – donosiła „Gazeta Warszawska” z 20 maja 1920 r. – „Przeciwnik wszelkich ostentacyjnych wystąpień i przyjęć, nie zawiadomił nawet najbliższych przyjaciół o swoim powrocie”. W kraju zastał już „karty rozdane”; Piłsudski był Naczelnikiem Państwa, i – aczkolwiek przyjął go ostatecznie w Belwederze, nie miał mu nic do powiedzenia; rządem kierował Sejm Ustawodawczy, w którym posłowie spierali się o rzeczy ważne, ale dalekie dla osoby powracającej z Zachodu. Jeździł zatem z odczytami, a ostatecznie zamieszkał poza Warszawą w Wielkopolsce, w Chludowie: „Dla mnie właściwie jeszcze nie ma miejsca w Polsce i nie ma właściwego pola do pracy. Trzeba przeczekać, ale trzeba przeczekać pożytecznie i produkcyjnie” – pisał we wrześniu 1920 r. do Mieczysława Niklewicza. Zaczął zatem pisać monumentalną pracę wspomnieniowo-politologiczną pt. „Polityka polska i odbudowanie państwa”, t. 1-2.  W II RP nie pełnił oficjalnie zbyt wielu funkcji państwowych (poza krótkim okresem od 1 lipca 1920, kiedy to wszedł do Rady Obrony Państwa, ciała parlamentarno-rządowego utworzonego przez Sejm Ustawodawczy w chwili zagrożenia Polski najazdem bolszewickim oraz w 1923 r., gdy w rządzie Wincentego Witosa pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych). Na dłuższą metę nie zamierzał włączać się w bieżące spory polityczne. Jak mówił do swego przyjaciela Joachima Bartoszewicza: „my wszyscy, którzyśmy tę Polskę zrobili, nie nadajemy się do polityki praktycznej, a la Lloyd George czy Briand. My jesteśmy swego pokroju artystami politycznymi. Nie jesteśmy zdolni do intryg, bo pchanie się przemocą – to nie nasze zadanie”.

Pozostawał jednak głównym ideologiem i pisarzem politycznym, autorytetem dla polityków, działaczy i zwolenników największego klubu parlamentarnego w latach 1919 – 1926 – Związku Ludowo-Narodowego oraz powstałej w 1922 r. Młodzieży Wszechpolskiej, znaczącej części młodego pokolenia wyrastającego w wolnej Polsce. ZLN uczestniczył we wszystkich rządach przedmajowych, a jego politycy mieli zasadniczy wpływ na treść konstytucji marcowej i wielu ustaw, w tym samorządowej, dotyczących budowy Gdyni , czy naprawy finansów publicznych (za czasów rządu Władysława Grabskiego), konkordatu, czy reformy rolnej z 1925 r. opartej jeszcze na ustaleniach tzw. paktu lanckorońskiego.

W 1926 r. , wobec zamachu stanu Józefa Piłsudskiego, Dmowski powołał do życia – ostatecznie, w oparciu o młodszych działaczy narodowych –  Obóz Wielkiej Polski. Przyciągnął do siebie rzesze młodzieży, szczególnie studenckiej i młodej  inteligencji,  wygrywając z sanacją to pokolenie dla obozu narodowego. Jego kolejna praca, pt. „Kościół, Naród i Państwo”, z 1927 r., stała się drogowskazem dla młodego pokolenia narodowców, także dla tej jego części, która po zdelegalizowaniu OWP przez sanację w 1933 r. utworzyła w 1934 r. Obóz Narodowo-Radykalny (następnie rozbity na  ONR-ABC i RNR-Falangę). Większość członków OWP znalazła się jednak – zgodnie z życzeniem Dmowskiego – w Stronnictwie Narodowym, partii powstałej z przekształcenia ZLN, w 1928 r. Dmowski poparł w 1935 r. „młodych” w SN, przejmujących władzę w stronnictwie od starszego pokolenia. Jak wspominał Wojciech Wasiutyński, w latach 30-tych, „młodzież narodowa, która stanowiła większość na wszystkich niemal wyższych uczelniach i najsilniejszą organizację polityczną w kilku dzielnicach kraju, uznawała w Dmowskim swego wodza. Nie autorytet, ani postać historyczną, ale dosłownie wodza”.

Ostatnie lata życia Dmowskiego do 1937 r., to najbardziej dynamiczny okres jego twórczości pisarskiej. W sumie, opublikował ponad 350 książek i artykułów (w tym kolejne wydania podstawowych tytułów poprzedzane jedynie nowymi przedmowami). W 1927 r. pisał we wspomnianej wyżej pracy o Kościele: „Mamy w łonie narodu niekatolików, mamy ich wśród najbardziej świadomych i najlepiej spełniających obowiązki polskie członków narodu. Ci wszakże rozumieją, że Polska jest krajem katolickim i postępowanie swoje do tego stosują. […] Polityka narodu katolickiego musi być szczerze katolicka, to znaczy, że religia, jej rozwój i siła musi być uważana za cel, że nie można jej używać za środek do innych celów, nic wspólnego z nią nie mających”. W swych kolejnych pracach, opublikowanych w latach 30-tych (w tym w powieściach pisanych pod przybranym nazwiskiem Kazimierz Wybranowski), zwracał się często przeciwko masonerii, był orędownikiem stanowczej walki z wpływami żydowskimi w Polsce i na świecie.

W „Przewrocie” (1933 r.) – którą to pracę traktował jako testament polityczny – dowodził z kolei: „Upadający dziś system rządów parlamentarnych, demokratycznych – to także rządy oligarchii, w części jawnej, reprezentowanej przez sfery finansowe i związane z nimi zawodowe polityczne, przeważnie zaś tajnej, zorganizowanej w lożach. Rewolucja narodowa nie obala rządów ludowych, bo lud nie rządzi i nie ma nawet istotnego wpływu na rządy. Obala ona przede wszystkie rządy aferzystów”. Nie miał dobrego zdania o Piłsudskim i obozie władzy; już w 1919 r. pisał do Stanisława Grabskiego, którego obdarzył misją dogadania się KNP w Paryżu z Naczelnikiem Państwa w kraju: „od dłuższego już czasu doszedłem do przekonania, że Piłsudski śni o dyktaturze wojskowej, o roli Napoleona wypływającego na falach rewolucji”. W 1920 r., gdy Dmowski powrócił do Polski, Naczelnik Państwa długo kazał sobie czekać na przybysza. Po zamachu stanu z maja 1926 r. z kolei Dmowski odmówił proponowanego mu spotkania z Piłsudskim, przedstawiając warunki wstępne rozmowy, tak by zostały przez drugą stronę odrzucone. Gdy marszałek zmarł, 12 V 1935 r., Dmowski napisał uszczypliwy dla jego spadkobierców artykuł, który natychmiast został zdjęty przez sanacyjną cenzurę. O samym zmarłym pisał jednak z szacunkiem: „Gdy pytano o program, odpowiedź była <idea marszałka Piłsudskiego>. […] Dziś, gdy mózg, który tę ideę stworzył i rozwijał przestał działać, spadkobiercy są zmuszeni sformułować ją w program, o ile się bowiem zdaje, nie ma wśród nich nikogo, którego nazwisko za program by starczyło”.

Dmowski prywatnie

Dmowski nie założył nigdy własnej rodziny. W młodości swej, gdy był na wygnaniu w Mitawie, miał się kochać w Marii z Koplewskich Juszkiewiczowej, bez wzajemności. Kilka lat później została pierwszą żoną Józefa Piłsudskiego. Najbliższą rodziną pana Romana stali się Lutosławscy, a szczególnie córka Wincentego Maria Lutosławska z męża Mieczysławowa Niklewicz, w której domu zamieszkał na krótko w 1920 r., po swym powrocie z konferencji wersalskiej o odpoczynku w północnej Afryce. Następnie, kupił resztówkę w Wielkopolsce, mały majątek w Chludowie. W Poznaniu czuł się zresztą najlepiej; tam m.in. w 1923 r. odebrał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Zarabiał publikacjami, od sanacyjnych władz państwowych nie dostał nigdy żadnej renty, czy orderu. W 1934 r. musiał jednak sprzedać Chludowo, a nowi właściciele ks. Werbiści obiecali, że każdego roku 9 sierpnia, odprawiać będę mszę św. w jego intencji. Zamieszkał w majątku Niklewiczów w Drozdowie koło Łomży. Dziś znajduje się tam m.in. muzeum rodziny Lutosławskich, a w nim pokój dedykowany D. Przyjeżdżał też często do warszawskiego mieszkania Niklewiczów, przy ulicy Smolnej. Do końca życia był aktywny, odwiedzali go licznie „młodzi” narodowcy z prezesem SN Tadeuszem Bieleckim na czele, autorem pracy „W szkole Dmowskiego”, a także Tadeusz Gluziński, przywódca rozłamowego ONR – ABC, ks. Marceli Nowakowski proboszcz kościoła Najświętszego Zbawiciela w Warszawie i poseł na sejm, jego spowiednik.

Dmowski miał specyficzne poczucie humoru i dystans do siebie; potrafił być uszczypliwy szczególnie wobec kobiet (np. Stefanii Sempołowskiej, czy też żony Ignacego Jana Paderewskiego – Heleny), ale także dowcipny, np. gdy pisał w liście do swego przyjaciela Władysława S. Reymonta, z 1901 r.: „Jam diabelnie zapracowany. Coraz to nowe roboty przybywają a energia wcale nie rośnie. Diabli nadali z tym starzeniem się”.

Zmarł w Drozdowie w niedzielę, w nocy z 1 na 2 stycznia 1939 r. Dwa dni później, 4 stycznia po uroczystej mszy św. w katedrze w Łomży odprawionej przez bp Stanisława Łukomskiego, trumnę przewieziono pociągiem do stolicy. I tutaj, w obecności tysięcy warszawiaków trumnę niesiono na ramionach ostatecznie na cmentarz bródnowski. Kondukt żałobny idący ulicami stolicy otwierało 58 kapłanów, wśród nich ks. Marceli Nowakowski, który przewodniczył ceremonii oraz m.in. ks. Edward Detkens, rektor kościoła św. Anny i ks. Roman Archutowski, wówczas dyrektor Gimnazjum im. Św. Stanisława Kostki – dziś błogosławieni Kościoła katolickiego; za nimi zaś szły sztandary Stronnictwa Narodowego i ponad 80 delegacji różnych stowarzyszeń, w tym w strojach ludowych, ze wszystkich zakątków Polski. „Całe polskie społeczeństwo – notowała Izabela z Lutosławskich-Wolikowska – wzięło udział w tym pogrzebie – tylko rząd i Prezydent zignorował zupełnie śmierć pierwszego Delegata Polski na konferencję pokojową w Wersalu, b. ministra spraw zagranicznych Rzeczypospolitej”. Roman Dmowski został pochowany 7 stycznia 1939 r.  w rodzinnym grobie, na cmentarzu bródnowskim.

Życie po życiu

O. Bonawentura Podhorecki pisał o Romanie Dmowskim, wkrótce po jego śmierci: „Szanując jednostkę, szanował naród. Widział w narodzie twór Boży, wierzył w posłannictwo narodu i starał się je z tła dziejów odczytać. Mimo, że znał wady swojego narodu na wylot, nigdy narodu swego z błotem nie zmieszał, nigdy nie opluł. Naród nie był dlań stadem zwierząt, które trzeba popędzać batem, ale zbiorem wolnych jednostek, które należy wychowywać podsuwaniem wartości i stawianiem ideałów przed oczy”. Po wielu latach zaś wspominał go prof. Wiesław Chrzanowski, żołnierz NOW-AK, powstaniec warszawski, więzień czasu komunizmu i działacz chrześcijańsko-narodowy, uczeń szkoły Dmowskiego: „Przyznam, że nie potrafię wymienić osoby, która mogłaby z nim konkurować. Oprócz szkoły myśli politycznej stworzył spójny system ideowy. Nie można sobie wyobrazić polskiego nowoczesnego patriotyzmu bez manifestu: <Jestem Polakiem…>. W konspiracji uczyliśmy się go na pamięć”.

Opracował: prof. J. Żaryn