Prof. J. Żaryn: Kościół rzymskokatolicki na ziemiach polskich był przez okupantów postrzegany jako synonim polskości

Prof. J. Żaryn: Kościół rzymskokatolicki na ziemiach polskich był przez okupantów postrzegany jako synonim polskości

Kościół rzymskokatolicki na ziemiach polskich był postrzegany przez okupantów, a szczególnie przez Niemców, jako synonim polskości – mówi PAP prof. Jan Żaryn, historyk z UKSW.

Polska Agencja Prasowa: Jaka była sytuacja kościołów chrześcijańskich na ziemiach polskich w czasie II wojny światowej?

Prof. Jan Żaryn: Represje ze strony okupantów w większości dotknęły Kościół rzymskokatolicki. Wynika to z tego, że zdecydowana większość Polaków mieszkających w II Rzeczypospolitej była rzymskimi katolikami. Jednak wszystkie wspólnoty wyznaniowe zostały dotknięte zarówno pod okupacją niemiecką, jak i sowiecką. Ze względu na zdecydowanie antypolski charakter okupacji zastosowany przez Niemców i Sowietów pierwszym i zdecydowanie najistotniejszym podmiotem, który miał zostać zniszczony, był Kościół rzymskokatolicki.

PAP: Dlaczego tak się stało?

Prof. Jan Żaryn: Kościół rzymskokatolicki na ziemiach polskich był postrzegany, szczególnie przez okupanta niemieckiego, jako synonim polskości. Stanowił zatem główne źródło oporu. To niemieckie przeświadczenie sięgało XIX wieku i konfrontacji próby germanizacji ziem pod zaborem pruskim z reakcją na tę germanizację, która polegała przede wszystkim na obronie tożsamości polskiej przez obronę wiary, katolicyzmu jako wyróżnika kulturowego, ale także obrony konkretnych świątyń, w których polskość mogła się rozwijać wbrew pruskiemu zaborcy. Już jesienią 1939 r. Niemcy w sposób doskonalszy technologicznie niż w wieku XIX wraz z zamysłem prowadzenia polityki ludobójczej skierowali atak przeciwko Kościołowi rzymskokatolickiemu.

PAP: Czy Niemcy zastosowali represje wobec Kościoła w podobny sposób na ziemiach wcielonych do III Rzeszy i w Generalnym Gubernatorstwie?

Prof. Jan Żaryn: Nie. Ziemie wcielone do Rzeszy miały podlegać bezpośredniej germanizacji, bo z niemieckiego punktu widzenia był to powrót ziem do macierzy. Polityka Niemców szła w kierunku błyskawicznego zniszczenia na tych terenach polskości. Z kolei Generalne Gubernatorstwo podlegało nieco innej formie zbiorowej i indywidualnej represji, ale także w niej Kościół odgrywał rolę ofiary.

PAP: Jakie były zatem represje wobec Kościoła na terenie ziem wcielonych?

Prof. Jan Żaryn: W październiku 1939 r. rozpoczęło się masowe, bardzo dramatyczne w skutkach, egzekwowanie polityki germanizacyjnej. Aresztowano kapłanów z diecezji chełmińskiej oraz archidiecezji poznańskiej i gnieźnieńskiej oraz z poszczególnych diecezji znajdujących się na obszarze późniejszego Kraju Warty. W wyniku tych działań do 1941 r. co najmniej połowa kapłanów z tych diecezji została aresztowana, znalazła się w obozach koncentracyjnych lub została na miejscu wymordowana. Śladem tego jest chociażby Piaśnica i tamtejsze lasy, a także inne miejsca kaźni na Kaszubach, w których znajdują się doły i mogiły po egzekucjach m.in. właśnie dokonanych na księżach katolickich czy siostrach zakonnych. Ta forma represji była celowa i miała wyrugować możliwość funkcjonowania hierarchicznego Kościoła i duchowieństwa wraz z jego oddziaływaniem na ludność polską.

Kolejna wielka fala aresztowań duchownych nastąpiła jesienią 1941 r. W jej efekcie zginęło pięciu biskupów oraz wiele setek kapłanów, szczególnie w obozie koncentracyjnym w Dachau, gdzie zginęło w sumie 861 kapłanów. Wśród nich znaleźli się wybitni duszpasterze, błogosławieni, jak ks. Edward Detkens, z kościoła akademickiego św. Anny w Warszawie, czy ks. Stefan Frelichowski, podharcmistrz, dziś patron harcerzy.

Uderzeniu na ludzi Kościoła od jesieni 1939 r. towarzyszyły także inne formy represji. Kapłani, którzy pozostali na terenach ziem wcielonych, albo zostali wypędzeni do Generalnego Gubernatorstwa, albo byli aresztowani. Zgodnie z rozkazami niemieckimi starostowie mogli utrzymać tylko dwóch kapłanów na swoim terenie, co powinno wystarczyć miejscowej ludności. Ale i tak musieli oni wpisać się na volkslistę. W życie weszło natychmiast prawo niemieckie, które spowodowało, że wszystkie parafie stały się niemieckojęzyczne, a to oznaczało, że w języku polskim nie można było odprawiać nabożeństw, publicznie modlić się, a nawet spowiadać się. To była bardzo dotkliwa represja wynikająca z podstawowego planu totalnej germanizacji ludności mieszkającej na tych terenach.

Zresztą Niemcy natychmiast rozpoczęli walkę nie tylko z ludźmi Kościoła, ale także z polską kulturą katolicką na tych terenach. Mam tu na myśli przede wszystkim konfiskatę wszelkich dobór polskich, które znajdowały się w świątyniach. Nie tylko konfiskowano dzwony, które były przetapiane na potrzeby wojska, lecz w ogóle świątynie były zamykane, bezczeszczone czy bardzo często niszczone nie tylko w formie bezmyślnej destrukcji, ale także w formie „zabezpieczenia”, jak to mówili Niemcy, dóbr kultury, czyli de facto wywiezienia ich w głąb Rzeszy. Niemieccy historycy sztuki zostali w dużej mierze zaangażowani po to, aby oceniać wartość zabytków polskich. Co prawda niektóre z tych kościołów były później otwierane, ale znaczna część (jak np. katedra w Pelplinie) do końca okupacji niemieckiej nie została otwarta.

PAP: Czy Stolica Apostolska próbowała reagować na takie działanie Niemców?

Prof. Jan Żaryn: Watykan podjął negocjacje poprzez nuncjusza apostolskiego w Berlinie, Cesarego Orsenigę, aby stworzyć możliwość działania na tym terenie Kościoła rzymskokatolickiego. Te starania był przedmiotem kontestacji ze strony polskiego rządu na Uchodźstwie, który pilnował przebiegu tych negocjacji przez swojego ambasadora na terenie Stolicy Apostolskiej, Kazimierza Papéego. Stolica Apostolska znalazła się w trudnej sytuacji. Z jednej strony była poddana naciskom strony niemieckiej, mówiącej, że katolicyzm na tych terenach może mieć wyłącznie charakter niemiecki, z drugiej strony – tej polskiej, która broniła litery konkordatu z 1925 r.

Papież dokonał trudnego wyboru – zgodził się na mianowanie na terenie diecezji chełmińskiej, czyli tej najbardziej dotkniętej represjami, administratora apostolskiego, którym został biskup gdański Karol Maria Splett. Był on Niemcem, który niestety – w odróżnieniu od swego poprzednika – jeszcze przed 1 września 1939 r. zdecydowanie manifestował swoje przywiązanie do III Rzeszy, był po prostu biskupem antypolskim. Na terenie archidiecezji poznańskiej i gnieźnieńskiej Stolica Apostolska zgodziła się na to, aby mianować specjalnego wikariusza, który miał być odpowiedzialny za prowadzenie duszpasterstwa dla Niemców, którzy przybywali na te tereny w ramach germanizacji. W praktyce jednak Watykan nie miał żadnego wpływu na destrukcyjną politykę niemiecką.

Warto także powiedzieć, że Arthur Karl Greiser, namiestnik III Rzeszy w Kraju Warty, dostał od samego Adolfa Hitlera zadanie przeprowadzenia ateizacji tego terenu. Kraj Warty miał być prawdopodobnie przypadkiem doświadczalnym, który umożliwiłby likwidację w nieodległej przyszłości Kościoła katolickiego w ogóle na terenie całej III Rzeszy.

PAP: Jak wyglądała sytuacja Kościoła rzymskokatolickiego w Generalnym Gubernatorstwie?

Prof. Jan Żaryn: Represje, które wiązały się z totalną depolonizacją ziem wcielonych, dotyczyły także podstawowych form represyjnych obecnych w Generalnym Gubernatorstwie. Polityka niemiecka wobec Kościoła na tym terenie wynikała z polityki niemieckiej wobec ludności polskiej. Rolą Polaków było bycie tanią siłą roboczą usługującą na potrzeby gospodarki wojennej III Rzeszy. W związku z tym ludność polska, rzymskokatolicka, była poddawana różnego rodzaju represjom wynikającym z tego położenia.

Na terenie Generalnego Gubernatorstwa, podobnie jak na terenach wcielonych, zlikwidowano świeckie stowarzyszenia kościelne, np. Akcję Katolicką czy Caritas, który jednak w parafiach funkcjonował, choć nielegalnie, a także duszpasterstwa, np. akademickie w kościele św. Anny w Warszawie, które działało jednak w podziemiu. W GG zlikwidowane również zostało szkolnictwo, ponieważ Niemcy uważali, że Polakom wolno było uczyć się tylko w szkołach powszechnych, a wyższe szczeble edukacji nie były potrzebne (poza wybranymi szkołami zawodowymi). Zmniejszyła się zatem aktywność zakonnych zgromadzeń męskich i żeńskich, które prowadziły szkoły, bursy oraz zajmowały się edukacją. Te zgromadzenia mogły jednak istnieć – miały swoje domy zakonne, a ich materialna przestrzeń była zabezpieczona. Niemcy bardzo rzadko wkraczali na teren zgromadzeń zakonnych czy dewastowali przestrzeń sakralną. Uznano, że kościoły oraz diecezje mają prawo funkcjonowania, tak samo jak kościelni hierarchowie. Aktywność Kościoła katolickiego na terenie Generalnego Gubernatorstwa była relatywnie większa niż na terenach wcielonych do III Rzeszy.

PAP: Z czego to wynikało?

Prof. Jan Żaryn: Działał wówczas wielki autorytet, czyli metropolita krakowski abp Adam Stefan Sapieha. Utrzymywał zimne, ale oficjalne relacje z generalnym gubernatorem Hansem Frankiem i reprezentował potrzeby wiernych Kościoła katolickiego, artykułując sprzeciw wobec polityki antypolskiej. Wpływało to na elastyczność widoczną w polityce niemieckiej od samego początku, choćby jesienią 1939 r. wobec Jasnej Góry – nie została zdewastowana ani też nie zniszczono obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Paulini w obawie przed takim scenariuszem wstawili nawet kopię obrazu, a oryginał został zabezpieczony. Podejrzewano, że Niemcy wkraczając do Częstochowy, uczynią to, co niegdyś chcieli zrobić Szwedzi w 1655 r. Na drodze negocjacji uznano, że Jasna Góra jest przestrzenią, do której oczywiście nie wolno przybywać pielgrzymom, bo same pielgrzymki nie mogły być organizowane, ale istnieje w tym miejscu sacrum, które przez Niemców było tolerowane.

Adam Stefan Sapieha współpracował z tworzącą się strukturą Polskiego Państwa Podziemnego. Korzystał również z tej przestrzeni Kościoła, która była tolerowana przez okupanta niemieckiego – wpierał Adama Ronikiera i Radę Główną Opiekuńczą, czyli jedyną dozwoloną przez Niemców organizację na terenie strony aryjskiej, a Kościół włączył w to dzieło charytatywne, zgodnie zresztą z jego wieloletnią tradycją. Sapieha podtrzymał ponadto istnienie wyższego seminarium duchownego w Krakowie, które działało de facto nielegalnie. Jednym z kleryków został Karol Wojtyła. Zezwolił też na przeniesienie kapłanów do podziemnych struktur kapelańskich. Ks. płk Tadeusz Jachimowski, dziekan kapelanów wojskowych Armii Krajowej, wypełniał swoją funkcję na polecenie i z akceptacją arcybiskupa krakowskiego.

Sapieha zgodził się także na to, aby przenosić uprawnienia dla wybranych kapłanów w związku z pójściem ich razem z wiernymi na przymusowe roboty do Niemiec, tak aby posługa kapłańska mogła docierać wszędzie tam, gdzie są Polacy. Dzięki tej polityce Sapiehy wierni mieli szanse na to, by uczestniczyć w mszach świętych, przystępować do sakramentów, a język polski był językiem obecnym w kościołach.

PAP: Czy Kościół włączył się również w niesienie pomocy m.in. Żydom?

Prof. Jan Żaryn: To jedna z wielu form konspiracyjnej aktywności kapłanów w latach okupacji. Sapieha podjął wyjątkową decyzję odnośnie do prowadzenia przez proboszczów ksiąg metrykalnych. Księgi narodzin i zgonów podlegały daleko idącej falsyfikacji przez podziemie lub wprost przez potrzebujących. Fałszowano zaświadczenia metrykalne dla osób ukrywających się, w przypadku Żydów o wyglądzie aryjskim, by mogli żyć „na powierzchni”. A od 1942 r. byli to przede wszystkim Żydzi.

Polski Kościół katolicki wziął bardzo aktywny udział w ratowaniu Żydów. Zgromadzenia zakonne, zwłaszcza te żeńskie, praktycznie w każdym ze swoich domów ukrywały żydowskie dzieci, ale także dorosłych (w przypadku Lasek niektóre siostry Franciszkanki od Krzyża były pochodzenia żydowskiego i dalej tam mieszkały). Siostra Matylda Getter z Warszawy była pośrednikiem, a przez jej ręce, tak jak przez ręce Ireny Sendler, przechodziły dzieci i dorośli, którzy byli następnie kierowani do rodzin katolickich na terenie stolicy czy okolic (tak trafili Żydzi także do majątku mojej rodziny w podwarszawskich Szeligach).

Zdecydowana większość biskupów żyjących w GG, poza prawdopodobnie tylko jednym przypadkiem, również osobiście wspierała ludność żydowską, ukrywając Żydów w domach kurialnych.

Ten przykład promieniował. Duchowieństwo doskonale zdawało sobie sprawę, w swoim sumieniu oraz poprzez dyrektywy wynikające z postaw kapłańskich i biskupich, jak należy się zachować wobec Zagłady. Ten opór wobec niemieckiej polityki eksterminacyjnej i dawanie świadectwa było dużo bardziej możliwe na terenie Generalnego Gubernatorstwa dzięki temu, że Kościół katolicki funkcjonował w swoich strukturach.

PAP: Jak z kolei wyglądała sytuacja Kościoła katolickiego pod okupacją sowiecką?

Prof. Jan Żaryn: Jeśli chodzi o represje sowieckie wobec Kościoła, to mamy dwie fazy tej okupacji – lata 1939–1941 oraz lata 1944–1945. W pierwszym okresie duchowieństwo nie znalazło się na pierwszej linii ostrego represyjnego kursu sowieckiego. Na przykładzie czterech deportacji w głąb Związku Sowieckiego nie widzimy, aby duchowieństwo było potraktowane jako klasa, która miałaby zostać likwidowana, tak jak ziemiaństwo czy polscy urzędnicy państwowi.

Sowieci podeszli do ludzi Kościoła w sposób bardziej elastyczny. Wynikało to z tego, że mieli inne niż Niemcy narzędzia depolonizacyjne i ateizacyjne. Właściwie od początku okupacji wprowadzano przez urzędników NKWD i cywilnych prawo sowieckie obowiązujące w Związku Sowieckim od 1918 r., czyli tzw. dekret o rozdziale państwa od Kościoła. Wiązało się to z przeprowadzeniem na terenie dawnych Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej błyskawicznej konfiskaty wszystkich majątków kościelnych oraz likwidacji wszystkich struktur Kościoła katolickiego, w tym zgromadzeń zakonnych. Kapłan co prawda pozostawał na terenie swojej diecezji czy parafii, ale formalnie to już nie była ani diecezja, ani parafia. Ateizacja odbywała się przez zminimalizowanie aktywności istniejących zgromadzeń zakonnych czy kapłanów, przez odebranie im z dnia na dzień zaplecza materialnego, a przede wszystkim prawa do katechizacji. Głównym narzędziem ateizacji stała się nachalna propaganda sowiecka.

PAP: Czy ta polityka udała się Sowietom?

Prof. Jan Żaryn: Ateizacja nie nastąpiła, ponieważ księża notorycznie łamali prawo sowieckie. Nadal prowadzili lekcje religii czy w ogóle próbowali wyjść poza dozwolony zakres funkcjonowania zamkniętej przestrzeni Kościoła katolickiego. Prawo sowieckie m.in. zabraniało nie tylko nauczania religii dzieci i młodzieży, ale także poruszania się w przestrzeni zewnętrznej w stroju kapłańskim i wykorzystywania przestrzeni publicznej do manifestowania przejawów religijności. Księża czy siostry zakonne i zakonnicy próbowali również wchodzić w różne struktury konspiracyjne.

Sami kapłani wprawdzie nie podlegali masowej represji fizycznej w formie egzekucji czy deportacji, ale znamy przypadki kapłanów, którzy wspierali cierpiących. Warto przypomnieć postać ks. Tadeusza Fedorowicza ze Lwowa, który widząc, że wierni są deportowani, podjął decyzję, aby samemu zgłosić się na deportację. Otrzymał uprawnienia od abp. Eugeniusza Baziaka, aby prowadzić działalność duszpasterską tam, dokąd zawiezie go kolej sowiecka. Na rzecz deportowanych zaangażowali się także inni kapłani – wszędzie tam, gdzie byli łagiernicy, byli też polscy kapłani próbujący ich wspierać duchowo.

PAP: Czy stosunek sowietów do Kościoła zmienił się w drugiej fazie okupacji?

Prof. Jan Żaryn: W latach 1944–1945 Sowieci byli dużo bardziej bezwzględni, jeśli chodzi o traktowanie kapłanów. Księża byli aresztowani pod różnymi pretekstami. Najbardziej jaskrawym przykładem tej polityki represyjnej wobec ludzi Kościoła było aresztowanie bp. Adolfa Szelążka, który został oskarżony bodaj w styczniu 1945 r. o łamanie prawa sowieckiego, a jego proces był prawniczym kuriozum. Zarzucono mu m.in., że jeszcze przed wojną jako biskup łucki, czyli przełożony diecezji znajdującej się na terenie II Rzeczypospolitej, prowadził działalność antysowiecką.

PAP: Czy jesteśmy w stanie oszacować, ilu polskich duchownych katolickich zginęło w czasie wojny?

Prof. Jan Żaryn: Tylko pod okupacją niemiecką zginęło ok. dwóch tysięcy polskich kapłanów i zakonników, a także kilkaset sióstr zakonnych. To jest ponad 20 proc. stanu duchowieństwa katolickiego sprzed 1939 r. Wielu z nich zginęło tylko dlatego, że byli kapłanami, wielu z racji okazanej solidarności z walczącym narodem o wolność, jak kapłani – kapelani podczas Powstania Warszawskiego, obecni w oddziałach partyzanckich czy w Polskich Siłach Zbrojnych. Gdy próbujemy to porównać z innymi zawodami inteligenckimi, niewątpliwie jest to najdotkliwsza strata. Zdecydowana większość kapłanów, którzy zginęli w czasie wojny, należała do tych archidiecezji i diecezji, których ziemie zostały bezpośrednio włączone do III Rzeszy w 1939 r. To statystyczny wymiar tej wielkiej ofiary, którą polscy kapłani Kościoła rzymskokatolickiego wypełnili w ramach swojego powołania.

Rozmawiała Anna Kruszyńska (PAP)

akr/ skp /

Źródło: https://dzieje.pl/wideo/prof-j-zaryn-kosciol-rzymskokatolicki-na-ziemiach-polskich-byl-przez-okupantow