Prof. Żaryn o słowach HGW nt. „powracających demonów antysemityzmu”: „Wpisywanie się w tego rodzaju narrację nie jest uczciwe”

Prof. Żaryn o słowach HGW nt. „powracających demonów antysemityzmu”: „Wpisywanie się w tego rodzaju narrację nie jest uczciwe”

wPolityce.pl: Bardzo często, szczególnie na Zachodzie, zrównuje się dziś powstanie w getcie warszawskim w 1943 r. z Powstaniem Warszawskim 1944 r., mocno zaburzając rzeczywiste proporcje. Czym faktycznie było powstanie w getcie?

Prof. Jan Żaryn: Porównywanie tych dwóch powstań, mimo iż używamy tego samego pojęcia „insurekcja”, jest zdecydowanie niezasadne. Każde z nich wyrastało z zupełnie innej potrzeby i miało zupełnie inny przebieg. Powstanie w getcie było bez wątpienia heroiczne. Około 600 bojowców z Żydowskiego Związku Wojskowego i Żydowskiej Organizacji Bojowej podjęło decyzję o zamanifestowaniu swojej niezgody na zagładę i ostateczną likwidację getta warszawskiego. Wcześniej przygotowywali się do tego, także w łączności m.in. ze strukturami polskiego państwa podziemnego. Było to po doświadczeniu akcji likwidacyjnej getta warszawskiego, zapoczątkowanej w lipcu 1942 roku, w ramach której Niemcy w ciągu kilku miesięcy wymordowali spośród ok. 400 tys. mieszkańców getta ponad 250 tys. Powstanie w getcie nie miało jednak cech narodowo-wyzwoleńczych, było to zamanifestowanie woli życia poprzez śmierć z bronią w ręku. Ci ludzie nie godzili się z porządkiem ówczesnego świata, w którym trwała zagłada Żydów, a zachodni alianci milczeli i nic z tym nie robili.

Wspomniał Pan, że powstanie w getcie nie miało cech narodowo-wyzwoleńczych. Tym głównie różni się ono od Powstania Warszawskiego?

Tak. W cel Insurekcji Warszawskiej 1944 roku od początku wpisane było odzyskanie niepodległości. Choć walka toczyła się w tym samym mieście, to było to jednak powstanie o celu ogólnopolskim. Brało w nim udział nieporównywanie więcej osób, bo do 40 tys. żołnierzy, oficerów podziemnej Armii Krajowej i tych wszystkich, którzy podporządkowali się na ten czas dowództwu AK. Po 63 dniach bojów zginęło co najmniej 150 tys., jeśli nie więcej osób, a resztę miasta wypędzono. W tym ostatnim aspekcie, czyli ofiary, bez wątpienia powstanie w getcie i Powstanie Warszawskie mogą być do siebie porównywalne, bo bojowcy żydowscy w zdecydowanej większości zginęli, z Anielewiczem na czele. Tylko nielicznym udało się przeżyć dzięki pomocy AK.

To kolejny ciekawy wątek. Polacy nie zostawili Żydów samych sobie, ale pospieszyli im z pomocą. W jaki sposób?

Armia Krajowa i struktury polskiego państwa podziemnego -przede wszystkim struktura cywilna pomagająca Żydom ukrywających się po aryjskiej stronie – widziała tę pomoc w aspekcie charytatywnym ratowania życia. To był główny cel. Natomiast reprezentanci Żydów, chociażby w Radzie Pomocy Żydom „Żegota”, chcieli rozciągnąć to również na stałą pomoc militarną, w tym zaopatrywanie ich w broń. I tutaj podziemne struktury polskiego państwa miały daleko idącą powściągliwość, m.in. dlatego, że znaczna część konspiracyjnych środowisk żydowskich bez wątpienia patrzyła na dwóch okupantów w sposób inny, niż władze państwa polskiego. O ile, co do okupanta niemieckiego istniała pewna zbieżność stanowisk, to w przypadku okupanta sowieckiego był on traktowany przez środowiska żydowskie jako spodziewany wyzwoliciel, na którego z utęsknieniem się czeka. Istniała więc różnica na tle stosunku do komunizmu, Sowietów i ich ewentualnego wejścia na teren Polski.

Co to de facto oznaczało w relacjach polsko- żydowskich? Powstanie w getcie wybuchło przecież tuż po ujawnieniu masowych grobów polskich oficerów w Katyniu.

Kwiecień 1943, to był szczególnie trudny moment wobec nasilających się już od dłuższego czasu napięć w stosunkach polsko- sowieckich. A potem pod wpływem ujawnienia Katynia przez Niemców, zerwane zostały stosunki polsko- sowieckie. Atmosfera była więc dość napięta w tym aspekcie sprawy. Mimo konieczności dokonywania trudnych wyborów, Armia Krajowa zdecydowała się jednak ostatecznie na udzielanie pomocy militarnej stronie żydowskiej i dostarczali jej broń i amunicję. Na pewno Żydzi chcieli więcej, a myśmy dawali mniej, ale trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że strona polska był w stanie organizacyjnym jeśli chodzi o oddziały zbrojne, które z kolei były niezbędnie potrzebne do realizacji akcji „Burza” w 1944 roku. A zatem powody polityczne, jak również czysto techniczne związane z ilością posiadanej broni, podpowiadały stronie polskiej, że nie można w sposób zbyt naiwny i pozbawiając się własnych środków przekazywać stronie żydowskiej wszystko co się ma. Natomiast w momencie wybuchu powstania bez wątpienia wybrane oddziały AK próbowały wspomóc bojowców przez przede wszystkim wyciągając z getta tych, którzy decydowali się przejście na stronę aryjską. W ten sposób uratowano wielu bojowców z ŻOB, z Markiem Edelmanem na czele.

Przy okazji rocznicy wybuchu powstania w getcie Hanna Gronkiewicz-Waltz poruszyła temat antysemityzmu mówiąc: „To wraca. Powiedziałam to dwa lata temu: demony powstają! Zaczęło się od spalenia kukły Żyda we Wrocławiu”. Ma to na celu mącenie relacji polsko- izraelskich?

Nie słyszałem tych słów pani Gronkiewicz-Waltz, ale ona już i w zeszłym roku była łaskawa mówić podobnie. Jeśli rzeczywiście w ten sposób się wypowiadała, to wpisywała się w jakieś zapotrzebowanie nie polskie, tylko cudze, w którym istnieje wola podgrzewania atmosfery w relacjach polsko- izraelskich i polsko- żydowskich. Atmosfery, której efektem czy odpowiedzią na nią ma być rzeczywisty wzrost antysemityzmu w Polsce. Mnie się wydawało, że antysemityzm jest raczej zjawiskiem, z którym powinniśmy za wszelka cenę walczyć, a nie podgrzewać. Tymczasem jedną z form podgrzewania nastrojów antyżydowskich w Polsce jest stawianie strony polskiej w perspektywie niesprawiedliwej oceny. Wpisywanie się w tego rodzaju narrację nie jest uczciwe.

Rozmawiał Piotr Czartoryski- Sziler

Źródło: https://wpolityce.pl/historia/390937-nasz-wywiad-prof-zaryn-o-slowach-hgw-nt-powracajacych-demonow-antysemityzmu-wpisywanie-sie-w-tego-rodzaju-narracje-nie-jest-uczciwe