Wystąpienie senatora Jana Żaryna ws. ustawy o zmianie ustawy o działaczach opozycji antykomunistycznej oraz osobach represjonowanych z powodów politycznych…

Wystąpienie senatora Jana Żaryna ws. ustawy o zmianie ustawy o działaczach opozycji antykomunistycznej oraz osobach represjonowanych z powodów politycznych…

Obrady: ustawa o zmianie ustawy o działaczach opozycji antykomunistycznej oraz osobach represjonowanych z powodów politycznych oraz niektórych innych ustaw.

Senator Jan Żaryn:

Dziękuję, Panie Marszałku.

Panie Ministrze, ja mam takie pytanie, ale jednocześnie w zasadzie tezę, choć ze znakiem zapytania. I mam nadzieję, że pan ten znak zapytania zabierze tej tezie.

Mianowicie ta ustawa, tak samo jak każda, będzie podlegała weryfikacji przez życie. Jednym z takich problemów, o którym zresztą wielokrotnie mówiliśmy, jest problem skali, liczby potencjalnych beneficjentów, czyli tych faktycznie zasłużonych jako działacze opozycji. Bez wątpienia urząd jest przygotowany na stałe monitorowanie sytuacji i na ewentualne informowanie czy to Sejmu, czy Senatu, jeżeli będzie potrzeba dokonania jakiegoś zapisu uzupełniającego. Ale wydaje mi się, że ta weryfikacja ustawy powinna iść też w kilku innych kierunkach. Jeden z tych kierunków to m.in. nadal poszukiwanie tych skrzywdzonych, którzy nie zostali ujęci w dotychczasowych zapisach. Taką istotną tu kategorią – bardzo trudną do uchwycenia, bo rozumiemy, że życie człowieka jest skomplikowane – jest kwestia represji pośrednich, które dotykały i dotykają w jakiejś mierze do dzisiejszego dnia szczególnie bliskich, czyli małżonka, dzieci. Chodzi tu o całą sytuację, że tak powiem, rodzinną, o to, że rodzina była w totalnym dyskomforcie wynikającym z zaangażowania się danego człowieka na rzecz odzyskania przez Polskę niepodległości. Jest to oczywiście problem pokoleniowy, a więc nie tylko tego pokolenia, które walczyło w latach 1956–1989. Są w związku z tym także rozwiązania – ale one także są do ewentualnej poprawy – dotyczące okresu wojenno-powojennego, do 1956 r., i dotyczy to szczególnie dzieci, które dzisiaj są ludźmi już bardzo wiekowymi. Np. kategorię, którą rozważano kilkukrotnie, jeśli chodzi o ustawę o kombatantach, stanowią np. dzieci z jednej strony urodzone w więzieniach, a z drugiej strony wychowywane w domach dziecka, czyli represjonowane pośrednio bądź też wręcz odbierane rodzicom, którzy to rodzice po wyjściu z więzienia nie byli w stanie tych dzieci odzyskać. Mówię o tej kategorii, ponieważ ona jest, że tak powiem, do stałego monitorowania. Wielka prośba o to, żeby zdjąć ten znak zapytania.

Senator Jan Żaryn:

Panie Marszałku! Wysoka Izbo!

Rzeczywiście ma rację pan senator Jan Rulewski, że jesteśmy na pewnym finiszu, o który to finisz wiele osób i środowisk zabiegało, m.in. siedzące tu panie, ale także właśnie pan senator Jan Rulewski czy pan senator Mamątow. Trzeba sobie powiedzieć, że powinniśmy jako parlament, a może zwłaszcza Senat, odczuwać w tej chwili pewną satysfakcję, która to satysfakcja prowadzi także do bilansu i formułowania ewentualnych postulatów dotyczących przyszłości tego na dziś zamkniętego rozwiązania. W ramach bilansu chcę powiedzieć – tu chciałbym znowu podeprzeć się słowami pana Jana Rulewskiego – że bez wątpienia dopracowaliśmy się rozwiązania, które… Ta ustawa o działaczach opozycji antykomunistycznej i osobach represjonowanych w latach 1956–1990 jest ustawą jak najbliższą – nie można było bliżej ze względu chociażby na różnice historyczne – ustawie obejmującej kombatantów z lat 1944–1956. To jest kolejne pokolenie wpisujące się w pewien rytm naszej historii, czyli rytm oporu wobec komunizmu i narzuconej Polsce władzy. W związku z tym ten wymiar godnościowy ewidentnie jest wymiarem najważniejszym, choć oczywiście z pola widzenia ustawodawców zaangażowanych w treść tej ustawy nie zniknął nigdy ten wymiar, który można nazwać socjalnym i który jest wynikiem tego, że bohaterowie są na ogół w wieku starszym i wymagają opieki ze strony państwa. Taka jest też logika polskich dziejów. Często przypominamy – w takich sytuacjach też możemy o tym wspomnieć – że powstańcy styczniowi byli honorowani przez wolne i niepodległe państwo polskie po 1918 r. i najwyżsi rangą oficerowie, generałowie mieli chylić czoła, czyli salutować, przed tymiż powstańcami. A więc te wymiary – godnościowy i socjalny – są, można powiedzieć, równoczesne, i cały czas są gdzieś z tyłu głowy polskich parlamentarzystów. Dobrze, że w związku z tym tak to zostało skonstruowane. To tyle, jeśli chodzi o bilans.

A teraz o pewnej wizji tego, co się dzisiaj na naszych oczach dzieje. Otóż bez wątpienia – nie chcę twierdzić, że jest to zasługa tylko i wyłącznie urzędów, bo oczywiście tak nie jest; jest to zasługa bardzo, bardzo wielu ludzi – nie mamy dzisiaj problemu, przynajmniej większego problemu w społeczeństwo, a przynajmniej dominanta taka jest… Nie mamy dzisiaj problemu z zakwalifikowaniem bohaterów i zdrajców lat 1944–1956, ale mamy problem dotyczący lat 1956–1990. Otóż ja mam wrażenie… Bardzo bym chciał, żeby ta ustawa w takim kształcie, jaki tutaj wypracowaliśmy w zgodzie między dwoma dominującymi klubami, mogła także posłużyć jako instrument edukacyjny, instrument wychowawczy do budowania bardzo ważnego dla nas w skali zarówno Europy, jak i świata, nie tylko wewnątrzpolskiej, etosu ludzi „Solidarności”, etosu ludzi opozycji demokratycznej lat 1956–1980, czyli przed powstaniem „Solidarności”. Otóż ta ciągłość polskiego oporu, opozycyjności wobec reżimu komunistycznego jest niesamowitą wartością, która konstytuowała nas, nawet jeżeli nie byliśmy czynnymi współtwórcami tego oporu, a tylko biernymi, jako większość narodu, beneficjentami, to konstytuowała nas po to, żebyśmy mogli dzisiaj mówić o niepodległej Polsce nie ze wstydem i z brakiem własnej woli uczestniczenia w tej niepodległej Polsce, tylko jako współgospodarze, wszyscy obywatele. Bo mieliśmy tę ciągłość oporu.

Otóż przed nami jeszcze bardzo poważna lekcja. Lekcja, która może być zdana, jeżeli będziemy potrafili wydobyć to, co najlepsze z tego właśnie wielkiego pokolenia, które praktycznie od Ligi Narodowo-Demokratycznej… od przełomu roku 1956 i 1957 zaczęło tworzyć opór – już po Żołnierzach Wyklętych – a skończyło się choćby na rocznikach, pokoleniach działaczy, którzy tworzyli Solidarność Walczącą. Dlatego o tym mówię, że akurat niedawno obchodziliśmy trzydziestą piątą rocznicę powstania.

To jest wielkie wyzwanie dla nas jako tej części społeczeństwa polskiego, której został nadany mandat czy posła, czy senatora. Tak jak myśmy odbudowali pozytywny mit Żołnierzy Wyklętych, tak teraz jesteśmy w drodze do odbudowania bądź budowania nie tylko pozytywnego mitu postaw polskich w latach 1956–1989, ale także pośrednio udzielenia odpowiedzi na pytania: gdzie była zdrada, a gdzie był patriotyzm, gdzie była sprawiedliwość, a gdzie była hańba i bezkarna niesprawiedliwość, które w tych latach były jakże widoczne i obowiązujące. A zatem mam nadzieję, że ta dzisiejsza ustawa i to, co dzisiaj wypowiadamy tutaj, będzie służyło zarówno rzeczywistości wyrastającej wprost z ustawy, jak i rzeczywistości, która jeszcze nie została dookreślona, bo jesteśmy w trakcie jej budowania, czyli tego pozytywnego mitu o kolejnym polskim pokoleniu, które nie poddało się totalitarnym reżimom.

Każde pokolenie, rzecz jasna, miało własną dynamikę działań, miało swoje wyzwania. I naprawdę nie jest winą działaczy „Solidarności” to, że walczyli o wolną Polskę w innych warunkach niż żołnierze Armii Krajowej czy Narodowych Sił Zbrojnych w latach II wojny światowej. Jedni i drudzy walczyli o niepodległą Polskę, a warunki, rzecz jasna, określane były nie przez działaczy „Solidarności”, a przez rzeczywistość od nich niezależną, przynajmniej w dużej mierze.

Ostatnia kwestia, już mniej koncyliacyjna. Mianowicie mam wrażenie, że dzisiaj ta reaktywacja dobrego mitu o ludziach „Solidarności” jest nam potrzebna tym bardziej, że – z mojej perspektywy przynajmniej – część tychże działaczy „Solidarności” w wolnej Polsce się niestety nie sprawdziła. Nie chcę wskazywać palcem, kto się sprawdził, a kto się nie sprawdził w roku 2017, tylko mówię o pewnej konsekwencji bardzo wyraźnego dzisiaj w polskim społeczeństwie zjawiska i wyraźnej opinii mówiącej o tym, że skoro ci niektórzy wielcy niegdyś ludzie „Solidarności” tak się dzisiaj zachowują, to czy tamta „Solidarność” była taka wielka… Otóż jest to dodatkowe wyzwanie…

Wiem, Panie Senatorze, że pan pewnie rozumie to inaczej niż ja, ale to właśnie nie jest takie proste. Ja też specjalnie nie chciałem podawać żadnych nazwisk. Jednak faktem jest, że pokolenia żyjące tkwią również w swoich współczesnych błędach, które możemy odnosić do przeszłości tychże pokoleń. To oznacza tym większą pracę nad tym, żeby nie stracić tego, co jest dorobkiem „Solidarności” tylko dlatego, że nie wszyscy się sprawdzili w innych warunkach funkcjonowania. Żołnierze Wyklęci – wiem, że to zabrzmi może tragicznie – sprawdzili się, bo w dużej mierze zostali wymordowani, a pamięć o nich została zabita. I musieliśmy ich niejako odszyfrować, na czystym papierze zapisywać ich życiorysy od początku do końca. A w przypadku pokolenia „Solidarności” zawsze będzie nam towarzyszył garb współczesności. Musimy go przebić i z tego, co jest naszym dzisiejszym kłopotem, nie robić determinanty uniemożliwiającej nam, że tak powiem, zdobycie tego pokolenia w opinii Polski, Europy i świata, ponieważ było ono bardzo ważnym pokoleniem na drodze niszczenia systemu jałtańskiego, niszczenia obozu państw komunistycznych. Tam jest olbrzymi kapitał. I ważne jest, żeby współczesność nie zabiła tego kapitału. Dziękuję. (Oklaski)

Senator Robert Mamątow:

Panie Marszałku! Wysoka Izbo!

Miałem nie zabierać głosu. Ta ustawa, o czym troszkę zapominamy, miała służyć działaczom opozycji antykomunistycznej, działaczom „Solidarności”, którzy są w trudnej sytuacji życiowej. Taki był jej cel. Jak pierwszy raz spotkałem się z panem marszałkiem Janem Wyrowińskim – z tego miejsca chciałbym mu podziękować, bo był pierwszą osobą, która wyszła z taką inicjatywą – on zaprosił mnie do zespołu, który miał zaproponować tę ustawę. Fakt, że później mnie stamtąd usunięto, nie ma znaczenia. Byłem jedyną osobą z opozycji, która została zaproszona do tego zespołu.

Powstał niezły projekt, który został później obwarowany różnymi ograniczeniami, tak że – mówił o tym pan senator Rulewski – skorzystało z niego tylko parę osób. To po prostu była ustawa, która w wielu, wielu miejscach była dla działaczy nie do przyjęcia. Nie chcę używać mocnych słów, ale działacze przyjęli ją tak… Powiem najkrócej: oni poczuli się obrażeni tym, że stawiało im się takie warunki, że musieli chodzić po urzędach i prosić.

Pamiętam naszą rozmowę, Panie Senatorze Rulewski, i pytanie: dlaczego wy tak psujecie tę ustawę? Pana słowa były wtedy takie, że to się poprawi w następnej kadencji. I jak się tylko zaczęła ta kadencja, to pan przyszedł do mnie z kartką, z propozycją dotyczącą ustawy, za co panu dziękuję. Wywiązał się pan z tego wszystkiego i ruszyliśmy z tematem.

Ja dzisiaj bardzo się cieszę. Może długo to wszystko trwało, ale ustawa objęła tak wielu działaczy, że można się tylko cieszyć. Bardzo duży wkład miał w to kierownik urzędu do spraw kombatantów, pan Jan Kasprzyk, który nam bardzo dużo pomagał. Oczywiście nie będę… Nie mogę nie powiedzieć tu o panu senatorze Żarynie, który też był bardzo zaangażowany w te prace. Z tego miejsca chciałbym podziękować wszystkim, którzy się do tego przyczynili, bo jest to takie spłacenie naszego długu wobec ludzi, dzięki którym ja mogę tu stać, pan, Panie Senatorze, tu siedzi, a pan, Panie Janie, tam siedzi. Szczególnie dziękuję paniom, bo panie były internowane. Ja to wszystko czuję, bo ja też to przeżyłem. Mam nadzieję, że finanse publiczne będą kiedyś w jeszcze lepszym stanie i pomoc będzie większa. Dzisiaj myślę, że zrobiliśmy dobry krok do przodu i za to wszystkim dziękuję bardzo. (Oklaski)