List w obronie Zub-Zdanowicza „Zęba”

List w obronie Zub-Zdanowicza „Zęba”

Wydawałoby się, że odznaczony najwyższym polskim orderem wojskowym za męstwo na polu bitwy (Virtuti Militari za kampanię wrześniową), uczestnik bitwy pod Narwikiem, Cichociemny, żołnierz Armii Krajowej i Brygady Świętokrzyskiej NSZ podpułkownik Leonard Zub-Zdanowicz ps. „Ząb”, „Dor”, „Szprung” (1912-1982) jest idealnym kandydatem na patrona ulicy. Niestety, nie dla wszystkich.

Pracownik IPN w Lublinie i członek Zespołu do spraw Nazewnictwa Ulic i Placów Publicznych w Mieście Lublin Maciej Sobieraj twierdzi, że „Ząb” był dezerterem z AK. Inny lubelski historyk, były pracownik IPN w Lublinie, którego publikacje można przeczytać m.in. na łamach dodatku do „Gazety Wyborczej” „Ale Historia”, prof. KULRafał Wnuk, zarzuca „Zębowi” współpracę z Niemcami.

Propozycję, żeby Leonard Zub-Zdanowicz został patronem ulicy Lucyny Herc (Hertz), które zgodnie z ustawą o dekomunizacji nie może być jej patronką, złożył Związek Żołnierzy NSZ w Lublinie.

Choć przybył do Polski jako żołnierz AK, służył w części NSZ, która odmówiła scalenia z Armią Krajową. Potem był szefem sztabu „Brygady Świętokrzyskiej” NSZ. A to oznacza, że Zub-Zdanowicz był dezerterem. Jedynym legalnym wojskiem w czasie wojny był Związek Walki Zbrojnej a potem AK

— mówi Sobieraj „Gazecie Wyborczej”.

Historyk przedstawił dokumenty AK, ale nie wszystkie, bo gdyby to uczynił, nie byłby w stanie udowodnić swojej tezy. Nie wspomniał choćby o meldunku szefa wywiadu i kontrwywiadu Obwodu AK Nisko majora Tadeusza Karnibada z 16 września 1943 r., a więc roku po wylądowaniu w Polsce, w którym mowa, że Zub-Zdanowicz stara się o przydział w AK? Nie wiem, czy to wynika ze złej woli, czy z braku wiedzy, bo w dorobku naukowym pana Sobieraja próżno szukać jakiegoś opracowania na temat NSZ czy Cichociemnych.

Tylko raz w dokumentach AK pada wobec Zub-Zdanowicza stwierdzenie, że miał być dezerterem, w sprawozdaniu Kedywu Komendy Okręgu Lublin AK z 10 stycznia 1944 r. Skoro był dezerterem, to dlaczego jego sprawa nigdy nie trafiła do Sądu Wojskowego Sądu Specjalnego przy Komendzie Głównej AK, który zajmował się takimi sprawami? Nigdy też sprawa nie pojawiła się przed innym sądem AK. Dowództwo AK nie wydało żadnych rozkazów, ani nie podjęło żadnych działań, żeby zabronić „Zębowi” działalności w NSZ, a podobne kroki były podejmowane, kiedy dochodziło do dezercji Cichociemnych, np. w sprawie ppor. Franciszka Żaka ps. „Mamka”.

Zub-Zdanowicz do AK nie wstąpił, bo nie dostał przydziału, mimo, że o to zabiegał, nawet będąc już w NSZ.

Do NSZ wstąpiłem na skutek wezwania mego dowódcy z kampanii wrześniowej, byłego dowódcy 29 dywizji piechoty pułk. Oziewicza, ówczesnego dowódcy N.S.Z. i na skutek nie otrzymania zadań bojowych […] od ZWZAK

— tak po latach wyjaśniał przyczyny swojej decyzji (źródło: M. J. Chodakiewicz, „Narodowe Siły Zbrojne. „Ząb” przeciw dwu wrogom”.

Czy dezerter stara się współpracować z organizacją, z której rzekomo uciekł? Czy przedstawiciele tej organizacji chcieliby z nim współpracować, wiedząc o jego przeszłości? Wątpliwe. A przecież „Ząb” współpracował i przeprowadzał akcje z oddziałem NOWAK por. Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana”, kpt Tadeusza Wingerta „Warty”, kpt Tadeusza Stumberk-Rychtera „Żegoty”, kpt Jana Piwnika „Ponurego”, por. Stanisława Łokuciewskiego „Małego” i por. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Po podpisaniu w marcu 1944 r. umowy scaleniowej NSZAK, zgodnie z rozkazem dowódcy Okręgu Lublin NSZ „Ząb” oddał się ze swoimi oddziałami do dyspozycji komendanta Okręgu Lublin AK Kazimierza Tumidajskiego „Marcina”.

Kolejną nieprawdą jest to, że  NSZ nie były legalnym wojskiem. NSZ, także wywodzące się ze Związku Jaszczurczego były częścią podziemia niepodległościowego, mimo, że nie były formalnie podporządkowane rządowi w Londynie to były wobec niego lojalne i współpracowały z AK. Potwierdza to dekret Prezydenta RP Kazimierza Sabbata z 1 stycznia 1988 r. o żołnierzach NSZ, w którym czytamy:

Żołnierze tej części Narodowych Sił Zbrojnych która, ze względu na stanowisko jej czynników kierowniczych, nie została scalona z Polskimi Siłami Zbrojnymi – Armią Krajową i którzy brali udział w walkach z okupantami w latach 1939-1945, spełnili swój obowiązek narodowy i żołnierski wobec Rzeczypospolitej Polskiej.

W podobnym tonie wypowiedział się Sejm RP w 70 rocznicę powołania NSZ:

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, czcząc ich pamięć, stwierdza, że Narodowe Siły Zbrojne dobrze zasłużyły się Ojczyźnie.

Twierdzeniom o dezercji przeczą również późniejsze nominacje i odznaczenia, wojskowe i państwowe, polskie i zagraniczne (francuskie i brytyjskie). W marcu 1957 r. „Ząb” został mianowany majorem przez gen. Władysława Andersa, który słynął z tego, że dotkliwie karał za wykroczenia, trudno więc, aby awansował dezertera. Zasługi bohaterskiego żołnierza doceniła też III RP. W 2009 r. prezydent Lech Kaczyński odznaczył go pośmiertnie najwyższym odznaczeniem państwowym, Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Wniosek o nadanie mu orderu pozytywnie zaopiniował kierownik Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Janusz Krupski, w PRL związany z niezależnym pismem młodych katolików „Spotkania”, z którym był związany również pan Sobieraj.

Wątpliwości, że Leonard Zub-Zdanowicz jest wybitną postacią nie ma badacz historii najnowszej prof. Jan Żaryn.

Należał do grupy polskich oficerów z czasów II wojny światowej, którzy stanowili crème de la crème polskiej armii. Uosabiane przez niego napięcie między byciem oficerem a osobą rozumiejącą słabość politycznych wyborów Polskiego Państwa Podziemnego zaowocowało wejściem do NSZ, gdzie stał się jednym z najwybitniejszych oficerów i mózgiem operacji przejścia Brygady Świętokrzyskiej na Zachód u boku jej dowódcy „Bohuna” Szackiego

— mówi historyk.

Zub-Zdanowicz uznał, że dowództwo AK zbyt mocno zawierza sowieckiemu okupantowi i prowadzi zgubną politykę. Nie chciał w tym uczestniczyć uznając podobnie jak NSZ, że od początku wojny Polska ma dwóch wrogów i obu należy traktować jako najwyższe zagrożenie niepodległej Polski

— podkreśla prof. Żaryn.

Walka z postacią Zub-Zdanowicza nie ma nic wspólnego z troską o prawdę historyczną, wynika z ideologicznego nastawienia. Dziwi i brzydzi, że historycy sięgają w niej po niedomówienia, kłamstwa, a nawet argumenty rodem z arsenału propagandy stalinowskiej.

Tomasz Plaskota