Senator Jan Żaryn o wydarzeniach 1976 roku w kontekście wypowiedzi Marszałka Borusewicza podczas posiedzenia Senatu

Senator Jan Żaryn o wydarzeniach 1976 roku w kontekście wypowiedzi Marszałka Borusewicza podczas posiedzenia Senatu

Senator Jan Żaryn:

Pani Marszałek! Wysoka Izbo!

Kilka uwag dotyczących 1976 r., w tym jednak także parę sprostowań i polemik w odniesieniu do wypowiedzi pan marszałka Borusewicza. Otóż gdy mówi się o 1976 r., niewątpliwie trzeba wspomnieć o spontanicznej reakcji, która nastąpiła w środowisku inteligencji, przede wszystkim młodej, w środowisku „Czarnej Jedynki”. Bardzo zdziwiłem się, gdy zorientowałem się, że pan marszałek o tych ludziach nie wspomniał. „Czarna Jedynka” – bardzo piękna tradycja harcerskiej drużyny imienia Romualda Traugutta w liceum ogólnokształcącym w Warszawie co najmniej od lat sześćdziesiątych, starsi twórcy „Czarnej Jedynki”, wśród nich m.in. Marek Barański, profesor Marek Barański, dziś już emerytowany długoletni pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego, potem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, mediewista, skądinąd bardzo znana postać, przynajmniej w środowisku historyków, no i rzecz jasna ci troszkę młodsi, czyli Antoni Macierewicz, a następnie Piotr Naimski, Wojciech Onyszkiewicz i wielu, wielu innych, także wspomniany tutaj Wojciech Fałkowski. To właśnie to środowisko „Czarnej Jedynki” jako pierwsze zareagowało, młodzi ludzie, mówiąc językiem popularnym, na spontanie bardzo wyraźnie dali reakcję solidarności wobec represjonowanych robotników, przede wszystkim w Radomiu. I to oni także, a konkretnie Antoni Macierewicz, Piotr Naimski i Wojciech Onyszkiewicz, byli pomysłodawcami i można powiedzieć, że w tym sensie także – choć słowo którego użyję, może być dyskutowane, na pewno wśród historyków – twórcami Komitetu Obrony Robotników. Dlatego, że to oni byli na 100% pomysłodawcami, ale także autorami pierwszej wersji dokumentu, komunikatu, który zaistniał w przestrzeni publicznej 23 września 1976 r. Cały ich pomysł, polegał na tym, że ponieważ oni są mali, ale nie wzrostem, tylko mali w takim sensie, że nie mają żadnego umocowania społecznego, bo są nikomu wówczas nieznanymi młodymi ludźmi, więc trzeba się oprzeć na autorytetach. I to oni wyszukiwali właśnie tych wszystkich ludzi wspomnianych przez pana marszałka, którzy mogli unieść niejako odpowiedzialność za coś, co mogło się skończyć rzecz jasna bardzo tragicznie, tzn. wielkimi represjami wobec młodych ludzi czy starszych, którzy mogli być niejako łatwiej dopadnięci przez Służbę Bezpieczeństwa i nikt by o nich się nie upomniał, gdyby właśnie nie ta konstrukcja, w ramach której znalazły się ówczesne autorytety, m.in. wspomniany tutaj ksiądz Zieja i wielu innych, którzy podjęli z kolei to może nie ryzyko, ale przede wszystkim zadanie polegające na wykazaniu się tym, co dziś już wielką literą jest pisane, czyli Solidarnością. I to pierwsza uwaga. Druga uwaga dotyczy oczywiście tego, że rzeczywiście wydarzenia z 1976 r. odbywały się w całej Polsce. Tak że bardzo ważne wydarzenia w świadomości tych konkretnych miast są i funkcjonują, a w skali ogólnopolskiej nie są rozpoznane. To są te 24 miejsca na terenie Polski, miasta, w których te wydarzenia miały miejsce. Jednym z takich miejsc był Szczecin, który pamiętamy z 1970 r., z 1980 r., z 1988 r., a okazuje się, że w 1976 r. robotnicy też tam powstali i represje były bardzo twarde, tzn. były to przede wszystkim zwolnienia z pracy, wilcze bilety, tylko i wyłącznie za to, że starano się pobudzić do strajku. Bardzo często w różnych zakładach – i w stoczni Warskiego, i gdzie indziej – to się nie udawało, bo tam wciąż żywa była pamięć tragedii 13 zabitych w grudniu 1970 r. Niemniej jednak odwaga była na tyle duża w tej elicie robotniczej Szczecina, że potrafiono się mobilizować. I za samą mobilizację ci ludzie byli bardzo ostro represjonowani. I ostatnia sprawa, kwestia polemiczna dotycząca spraw Kościoła. Rzeczywiście to, co powszechnie się wie na temat reakcji Kościoła w 1976 r., ogranicza się prawdopodobnie do jednego stwierdzenia: Kościół nic nie zrobił. Otóż chcę państwa uprzejmie poinformować, że Kościół zrobił wówczas bardzo wiele, jak na te możliwości, w których funkcjonował jako kościół hierarchiczny w okresie PRL. Przede wszystkim zareagował, a jeżelibyśmy wzięli pod uwagę kalendarz zdarzeń, to okazałoby się, że zareagował jako pierwszy. Ja wiem, że w naszej pamięci, ludzi żyjących w PRL, jest to, że Kościół na ogół reaguje jako ostatni, bo gdzieś tam się zapomina, musi sprawę przemyśleć, a dopiero potem zaczyna reagować. Taka była też nasza świadomość w okresie PRL. Chcielibyśmy, żeby szybciej zareagował, ale on gdzieś tam się jakby spóźniał. Ale gdy się to skonfrontuje z dokumentami, to okazuje się, że to jest nieprawda. Takie po prostu było nasze ówczesne domniemanie. Bo Kościół, rzecz jasna, nie informował o tym, co robi. Mianowicie już 16 lipca 1976 r. Episkopat Polski wysłał dwa listy, jeden oficjalny list Episkopatu Polski do Edwarda Gierka i do Piotra Jaroszewicza, w którym napiętnował władzę za to, że z zaskoczenia zostały podane do publicznej wiadomości podwyżki – w związku z tym reakcja robotników jest zrozumiała i oczywista i Kościół będzie bronił robotników. Ta sama mniej więcej treść, choć wyrażona w dużo twardszych słowach, zostanie przekazana Edwardowi Gierkowi w liście osobistym, wysłanym tego samego dnia przez Prymasa Tysiąclecia Stefana kardynała Wyszyńskiego. Nigdy w życiu prymas Stefan Wyszyński nie chwalił się tym listem, powiedział o tym, zresztą sam, publicznie, dopiero na pierwszej konferencji Episkopatu Polski. Ale to przecież był dokument, którego nie znaliśmy, rzecz jasna, w okresie PRL, zresztą i teraz niewielu historyków ma dostęp do tych materiałów. Pierwsza konferencja Episkopatu Polski odbyła się po wydarzeniach czerwcowych, w dniach 8 i 9 września 1976 r., i tam prymas Stefan Wyszyński po raz kolejny omówił prawa robotnicze, które sam znał doskonale jako kapłan zajmujący się przed wojną środowiskiem robotniczym w diecezji włocławskiej. I był autorem tego komunikatu, który został wydany publicznie 9 września 1976 r., komunikatu, w którym wprost powiedziano wobec władz, co mają zrobić, to znaczy przede wszystkim: przestać represjonować robotników, dokonać zadośćuczynienia za krzywdy, które władza wyrządziła robotnikom, i przywrócić wszystkich do pracy, tak jak powinno się to odbywać w cywilizowanym kraju. Mówię o tym, proszę państwa i Panie Marszałku, żeby dać wyraźny sygnał, że naprawdę to nie strach był kiedykolwiek w przypadku Episkopatu Polski motorem podejmowania decyzji. Strach w ogóle nie istniał jako kategoria wśród biskupów. I widać to bardzo wyraźnie po wszystkich dokumentach, jakie znam jako historyk zajmujący się tym zagadnieniem od kilku już dziesięcioleci. Niezależnie jednak od strachu istniały, rzecz jasna, inne bardzo poważne powody, dla których skądinąd wspaniałej i znanej dzisiaj powszechnie osoby, czyli pani Zofii Romaszewskiej, biskup Gołębiewski nie przyjmował w 1976 r., jako wtedy totalnie nieznanej osoby, która do tego miałaby zażądać od biskupa, żeby publicznie wypowiadał się on w jakiejkolwiek kwestii. To był PRL, a nie Wolna Europa ani wolny świat. W związku z tym to nie strach, tylko zasady kierowane Episkopatem Polski powodowały, że biskup Gołębiewski, biskup sandomierski, nie mógł, rzecz jasna, zabrać wówczas głosu. Bo to Episkopat Polski miał zabierać głos i prymas Stefan Wyszyński, takie były zasady w episkopacie. Wybaczy pan, Panie Marszałku, ale wówczas biskup powinien słuchać bardziej swojego prymasa niż kogokolwiek innego. I ostatnie zdanie. Ksiądz Roman Kotlarz to na pewno ofiara 1976 r. Człowiek mordowany de facto przez 2 miesiące, od lipca do końca sierpnia 1976 r. Kilkakrotnie był nachodzony przez Służbę Bezpieczeństwa, tzw. nieznanych sprawców, bity do nieprzytomności, sine plecy… Niewątpliwie człowiek o słabej konstrukcji psychicznej, w związku z tym zwariował i umarł. I to jest też morderstwo, choć trwało nie jedną chwilę, nie sekundę, tylko 2 miesiące.

Źródło: http://www.senat.gov.pl/prace/senat/posiedzenia/przebieg,462,2.html#mVmbqWbKpp6AqZZUmHtknGZrWQ