Profesor Jan Żaryn o ONR i ks. Jacku

Profesor Jan Żaryn o ONR i ks. Jacku

Nie zabierałbym głosu w sprawie ks. Jacka i obecności w kościele członków ONR, gdyby nie list tzw. intelektualistów katolickich i wczorajszy udział ich przedstawicieli (Graczyk, Moskwa) w audycji Warto Rozmawiać.

Właściwie, wszystko co trzeba powiedział Rafał Ziemkiewicz. Otóż, problemem środowiska tzw. Kościoła otwartego i jego następców jest to, iż nie ma w nich za grosz tolerancji (nie mylić z akceptacją) wobec istnienia w życiu publicznym idei sprzecznych z ich światopoglądem. Taka ideą w polskiej myśli politycznej jest idea narodowa (nacjonalistyczna), wykluwająca się od końca XIX wieku (w ramach organizacyjnych Ligi Narodowej) i dynamicznie rozwijająca się przez pokolenia (zdaniem Wojciecha Wasiutyńskiego – przez 4 pokolenia).Każde z tych pokoleń wnosiło nowe treści, tak w sferze pryncypiów, jak i poglądu sytuacyjnego, wynikającego ze zmiennych okoliczności politycznych, czy społecznych. Jednym z tych pokoleń była młodzież wychowująca się w wolnej Polsce (1918 – 1939), która dojrzewała politycznie w okresie głębokiego kryzysu demokracji oraz gospodarki liberalnej, opartej m.in. na egoizmie właścicieli kapitału dążących do maksymalizacji zysku bez względu na skutki społeczne. Odpowiedzią na ten kryzys było poszukiwanie w przestrzeni politycznej – nie tylko w Polsce – rozwiązań ustrojowych nadążających za potrzebami, w tym angażujących państwo, prawo stanowione i jego instytucje. Młodzi narodowcy, którzy w kwietniu 1934 r. utworzyli ONR (zwane później „ABC”, w odróżnieniu od RNR „Falanga” Bolesława Piaseckiego) wychodzili z założenia, iż lekarstwem jest korporacjonizm oparty na idei nacjonalizmu chrześcijańskiego. Co to znaczyło w praktyce? ONR składał się z ludzi wierzących w chrześcijańskiego Boga, a katolicyzm traktowano jako zestaw wartości wychowujących tak obywateli (Naród), jak i tworzących prawo stanowione. A zatem rozwiązanie kryzysu, w tym widocznych wad w innych programach równolegle istniejących (egoizm liberalny i bolszewizm, ale także rasizm pogański czy zbyt daleko posunięty interwencjonizm, etatyzm państwa autorytarnego), widziano w tym środowisku poprzez wzmocnienie wspólnoty narodowej solidarnej wobec siebie i składającej się z ludzi wierzących, miłujących Boga i Ojczyznę. W ówczesnych warunkach społeczno-gospodarczych uznawano, że istnieja siły w państwie polskiej najbardziej przeszkadzające w zaistnieniu dogodnych warunków dla rozwoju państwa narodowego. Była to sanacja i Żydzi. Niezależnie od tego, czy ta ocena była słuszna czy wadliwa, faktem jest że ONR wypracował program ideowy nazwany nacjonalizmem chrześcijańskim (podobnie jak cały wówczas obóz narodowy), a radykalizm dotyczył tak strategii czyli procesu indywidulanego stosowania systemu wartości jako niezbędnego warunku zaszczepienia go także w szerszym życiu publicznym. Przeszkodą bieżącą czyli sytuacyjną, a nie wiecznie trwającą, była sanacja i Żydzi. Sanacja – z racji opanowania przez ten obóz całości życia państwowego i niedopuszczania opozycji do odpowiedzialności za życie publiczne, za stosowanie narzędzi represyjnych w postaci np. utworzenia Berezy Kartuskiej, co m.in. skutkowało wyjściem narodowców na ulice; Żydzi – m.in. z racji wielkości populacji, ok. 10% społeczeństwa, z racji opanowania przez nich ważnych gałęzi gospodarki, także wolnych zawodów(lekarze, adwokaci), potrzeb awansu polskiej ludności wiejskiej i małomiasteczkowej, itd. , w końcu daleko idącej separacji, czyli nie uczestniczenia Żydów w procesie rozwiązywania problemów społeczno-gospodarczych, braku solidarności, itd.

Czy ta ocena była słuszna? Na pewno dość powszechnie przyjmowana, natomiast wywołująca różne reakcje. Nie ma wątpliwości, że radykalizm ludzi ONR – szczególnie najmłodszych –w postaci prowokowania permanentnych burd na uczelniach, czy wybijania szyb sklepów żydowskich, jest dziś nie do obrony czy akceptacji. Jedynym wytłumaczeniem jest fakt, że radykalizm środków nie był domeną jedynie ONR, ale także np. bojówek żydowskich (także walczących na noże, czy kastety w obrębie tego narodu, zob. walka między Bejtarowcami a BUND-owcami), czy radykalizm strajków chłopskich, czy radykalizm służb porządkowych sanacji, nie mówiąc o wspomnianej Berezie, w której znaleźli się także ONR-owcy, notabene zdelegalizowani. Wówczas „życie” i „przemoc” były inaczej zdefiniowane niż dziś, po doświadczeniuII wojny światowej.

Jeśli chce się potępić ONR za jego główne idee, to trzeba by potępić wszystkich, którzy nawiązywali do programu korporacjonizmu i nacjonalizmu chrześcijańskiego, a zatem nie tylko cały obóz narodowy, ale także np. Prymasa Tysiąclecia, którego część polskiej inteligencji katolickiej skupionej w latach 60-tych czy 70-tych wokół środowiska „Więzi” i znaczącej części Znaku, oskarżała o nacjonalizm. Kim byli działacze ONR? Jeśli chce się ich potępić za ich program i na dodatek wykluczyć z Kościoła katolickiego, to warto dowiedzieć się o nich czegoś więcej; to m.in. Jan Mosdorf, główny ideolog i założyciel ONR, który przed wojną często bywał w Laskach, po 1939 r. został aresztowany przez Niemców i zamordowany w KL Auschwitz; to ks. Prof. Jan Salamucha, jeden z najzdolniejszych filozofów chrześcijańskich tego czasu, członek najwyższych władz Organizacji Polskiej tajnej struktury powołującej m.in. ONR, a w czasie wojny także Związek Jaszczurczy czy NSZ, kapelan czasu Powstania Warszawskiego, podczas którego zginął z rąk okupanta; to m.in. prof. Bolesław Sobociński, przed wojną naukowiec, filozof i etyk chrześcijański, w czasie wojny stojący na czele OP, po wojnie mieszkający w USA, gdzie stał się jednym z najznamienitszych filozofów i myślicieli, to prof. Andrzej Ruszkowski, Mieczysław Harusewicz, czy Jan Jodzewicz, ludzie powszechnie dziś nieznani, niezwykle zasłużeni, którzy przez długie lata pracowali w kraju i na emigracji (po wojnie) by chrześcijaństwo rozwijało się w popadającym w konsumpcjonizm świecie. Lista działaczy ONR, a de facto OP, jest dużo dłuższa, to m.in. ostatni komendanci NSZ, płk Stanisław Kasznica, czy jego z-ca Lech Neyman, w czasie wojny autor broszury postulującej przyznanie Polsce granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej, zamordowani przez komunistów w maju 1948 r., to także Edward Kemnitz, czy Mirosław Ostromęcki – podobnie jak wielu innych ONR-owców, w czasie wojny m.in. pomagający Żydom. Czy to znaczy, że zmienili poglądy w sprawach zasadniczych? Ani o jotę. Za to uznali, co było oczywistością, że po 1939 r. to na pewno nie sanacja i Zydzi w gettach się znajdujący są główną przeszkodą w odzyskaniu niepodległości i utworzeniu państwa narodowego, a okupanci czyli Niemcy i Sowieci, w tym komuniści także pochodzenia żydowskiego. Czy wraz ze zmianą sytuacji politycznej po 1939 r., zmienili swój radykalizm. Też nie, jedynie obiekty się zmieniły. Żołnierze i dowództwo NSZ nie chciało się scalić z AK, uznając – inna rzecz czy słusznie – że formacja ta jest nie tylko przesiąknięta sanacją, błędnie deszyfrującą rzeczywistość polityczną, w tym międzynarodową, ale także przesiąknięta penetracją wywiadowczą komunistyczną, co źle wróży walce o niepodległość.

Czy wobec tego co napisałem trzeba być nacjonalistą chrześcijańskim? Oczywiście nie. Najbardziej oburza mnie to, gdy intelektualiści i to katoliccy mający gębę pełną frazesów o tolerancji, a jednocześnie wykluczają z prawa do istnienia w pozytywnej pamięci środowiska ideowe, z którymi się nie utożsamiają. Ja też się nie utożsamiam, np. z nurtem piłsudczykowskim, czy ludowcami spod znaku Wyzwolenia, w końcu socjalistami niepodległościowymi. I co z tego, czy mam uważać, że Polacy nie mają prawo czerpać z pozytywnego dorobku tych nurtów? Np. dlatego, że wszyscy dziś się zgadzają, iż Bereza Kartuska była złem, a radykalna reforma rolna propagowana przez wyzwoleńców łamała podstawowe prawa człowieka i obywatela, w rozumieniu Deklaracji ONZ z grudnia 1948 r. , itd. Itd. Mam zatem wielką prośbę do przedstawicieli polskiej inteligencji by się nie kompromitowała, by choć trochę wyszła poza swoje podwórko i zobaczyła, że polski dorobek ideowy jest dużo bogatszy niż obraz dostępny im z racji zawężonego horyzontu poznawczego. Żebyście też dostrzegli, iż mieszając nacjonalizm chrześcijański (a w Polsce tylko taki był w okresieII RP) z nazizmem, obrażacie nie tylko swoją inteligencję, ale także wybitnych Polaków, którzy bronić się nie mogą, a o których Polacy przez dziesięciolecia wiedzieć nie mogli gdyż ONR-owcy zostali nie dość, że wymordowani brutalnie przez totalitarnych okupantów, to jeszcze sponiewierani i pohańbieni. Warto się zastanowić co się mówi, by się nie znaleźć w niewłaściwym towarzystwie.

Ks. Jacek w swoim kazaniu w białostockiej katedrze, a słuchałem go uważnie, wydobył z dorobku ONR to co właściwe, a zatem nie doraźne, sytuacyjne, a fundamentalne: miłość do Narodu, uznanie że Bogu będzie się podobać postawa patrioty, gotowego do oddania siebie w służbę Ojczyźnie. Czy to znaczy że poza nacjonalizmem chrześcijańskim nie ma zbawienia, zdaniem ks. Jacka? Może intelektualiści katoliccy, Kościoła otwartego, potrafią sami odpowiedzieć na to pytanie.